poniedziałek, 20 maja 2013

23. Harry

,, Jeszcze tylko 5 minut do końca lekcji '' - pomyślałam, z oburzeniem zamykając książkę. Cała klasa wraz z panią spojrzała na mnie za zdziwieniem.
- Ależ panno [t...i...], takie zachowanie nic Ci nie pomoże.
- Panie też nie pomoże, jak wszyscy wiemy, panie nie radzi sobie z uczniami i wysyła ich od razu do dyrektora.
Nauczycielka nic nie odpowiedziała i usiadła zapisując coś w swoim notatniku, po chwili znowu zabrała głos.
- Mam dla was zadanie w parach, tematem będzie Francja. Musicie opisać zabytki, jedzenie, kulturę.
Cała klasa zaczęła buczeć, ja też nie byłam zadowolona. Modliłam się aby nie być tylko z kimś ze szkolnej elity. Nareszcie upragniony dzwonek. Poszłam szybko do tablicy sprawdzić z kim jestem w parze. Wyszukałam swojego nazwiska i sprawdziłam tabelkę obok z kim jestem. Harry Styles. Tylko nie on, szkolna elita. Wyszłam z kolejki przepychając się łokciami, aby dojść do ukochanej pani profesor.
- Dlaczego on ? Nie mogę być z kimś innym ? - krzyczałam na nią oburzona.
- [t...i...] nawet jak będziesz krzyczeć nic nie zdziałasz, chyba że chcesz iść do dyrektora. 
- Czy mogłabym prosić panią o zmienienie mi partnera do pracy ? - zapytałam trochę łagodniej.
- Niestety nie, musisz pogodzić się z tą informacją.
Wyszłam z klasy z chęcią uderzenia w coś albo w kogoś. Wyszłam przed szkołę i zapaliłam papierosa. Kiedy doszłam do domu od razu rzuciłam się na łóżko, zastanawiając się ,, Dlaczego Ja? ''.
Nagle przyszedł SMS.
,, To co, dzisiaj o 19:00 u mnie.
Będę po Ciebie xxx ''
                                   Harry

'' Wolałabym się spotkać
na neutralnym gruncie ''

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
,, Ale u mnie w domu jest bardzo 
neutralnie, kiedyś lubiłaś  tu przychodzić xxx ''

Nie odpisałam mu już. Zastanawiałam się dlaczego to napisał, chciał mi przypomnieć, że kiedyś z nim byłam. Tak to prawda byłam z Harrym, bogatym, przystojnym chłopakiem za którym lata większa część żeńskiej części szkoły. Zerwałam z nim, ponieważ ja dorosłam do bardziej dojrzałego związku, a on była dzieckiem. Jego związek opierał się na trzymaniu się za ręce i całowaniu przy innych ludziach. Dochodziła 19:00, poszłam się szykować. Ubrałam się w to . Równo o 19 Harry zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć, zobaczyłam Harrego z ukazanym rządkiem białych ząbków. 
- A może zostaniemy u mnie ? - łudziłam się, że się zgodzi.
- Kotku, przecież wiesz, że nie lubię jak mi się ktoś sprzeciwie. Dobrze o tym wiesz
Nic nie odpowiedziałam tylko ruszyłam w stronę jego czarnego BMW. Harry oczywiście otworzył mi drzwi, wsiadłam i ruszyliśmy w stronę jego domu. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Kiedy podjechaliśmy pod jego dom, otworzył mi drzwi. Weszliśmy do środka, obdarzając się jedynie gromiącymi spojrzeniami.
-Napijesz się czegoś?- zapytał, ja jedynie kiwnęłam przecząco głową. Chwycił w dłonie butelkę wina i dwa kieliszki.
-To ma być projekt szkolny, a nie spotkanie towarzyskie- wysyczałam przez zęby. Ruszyłam do jego pokoju, nie oczekując na żadne zaproszenie. Otworzyłam dębowe drzwi. Nic się nie zmieniło. Ten sam beżowy odcień ścian i ciemnoczekoladowe meble. Podeszłam do komody, przyglądając się kolorowym fotografiom. Między różnorakimi ujęciami, dojrzałam nasze wspólne zdjęcie. Chwyciłam je w dłonie, mimowolnie uśmiechając się. Wszedł do pokoju i stanął tuż za mną. Jego obecność zdradził słodki zapach perfum.
-Po co trzymasz to zdjęcie?- zaśmiałam się nerwowo, gładząc gładką powierzchnię szybki.
-Wiele razy chciałem go wyrzucić, jednak sentyment jaki do ciebie mam, nie pozwala mi na to- opuszkami palców zagarnął włosy
opadające na moje ramiona. Złożył na mojej szyi krótki pocałunek, po czym oparł się o mnie głową.
-Co ty robisz? Chyba nie po to tutaj jestem- odsunęłam się, zachowując między nami bezpieczny dystans.
-Przyznaj, nadal chciałabyś ze mną być- odkorkował butelkę i nalał do kieliszków krwistej cieczy. Nie odpowiedziałam. A powinnam była zaprzeczyć. Jednak było coś, co mi na to nie pozwoliło.
-Lepiej, weźmy się do pracy. Chcę mieć to już za sobą- chwyciłam w dłonie teczkę- Najlepiej będzie, jeśli nadal nasze kontakty będziemy ograniczać do minimum. Podzielimy się tematami, każdy zrobi je sam i w ostatnim dniu spotkamy się i złożymy je w całość- mówiłam jednym tchem wpatrując się w ciemną posadzkę.
-Nie zgadzam się. To jest nasz wspólny projekt, więc zrobimy go razem- zmarszczył ciemne brwi. Przystawił do ust kieliszek i upił łyk wina.
-A co ty masz do zgadzania się czy nie. Po prostu nie chcę się z tobą spotykać, nie chcę cię widywać, dopiero co udało mi się wykreślić ciebie z życia, a tu nagle się w nim pojawiasz i mam sobie z tym radzić? Wybacz ale nie!- wykrzyczałam z trudem hamując łzy. Byłam zła. Na niego i na samą siebie. Dlaczego zawsze muszę tak gwałtownie i nieprzemyślnie reagować.
-Wiedziałem- zaczerpnął powietrza- Nadal ci na mnie zależy- zbliżył się kilka kroków. Dzieliła nas niebezpiecznie krótka odległość.
-Harry, proszę..- ściszyłam głos. Beznamiętnie wpatrywałam się w podłogę, próbując poukładać sobie w głowie wszystko to, co teraz czuję. Jednak to nie było takie łatwe. Natłok emocji, tych dziwnych uczuć nie pozwolił mi realnie myśleć i zachowywać się w odpowiedni sposób.
-Ja też nie chcę do tego wracać- tuż nad uchem, usłyszałam ten przenikliwy głos. Poczułam jego ciepły oddech, drażniący moją skórę- Może po prostu zapomnijmy, zacznijmy od nowa- opuszkami palców dotknął mojego ramienia. Niepewnie skinęłam głową. Nawinie i łatwowiernie zgodziłam się na to, chociaż wiedziałam jakie mogą być konsekwencje.
Przeglądałam kolejną encyklopedię, wyszukując coraz to ciekawszych miejsc we Francji. Kościoły, muzea, teatry, place.. a najchętniej wszyscy pozwiedzaliby najdroższe sklepy, zrobili zakupy i wrócili do domu. Niestety taki przedmiot jak Wiedza o kulturze, nie przewiduje w planie wycieczki punktu zwanego 'leniuchowanie'. A szkoda.
-Masz coś ciekawego?- usłyszałam jego chrypliwy głos. Otrząsnęłam się z moich myśli.
-No właśnie nie..- zamknęłam grubą książkę i rzuciłam ją w kąt.
-Już myślałem, że coś znalazłaś. Uśmiechałaś się, jakbyś dokonała ciekawego odkrycia- zaśmiał się wertując kolejne encyklopedie.
-Niestety, nic z tego. W sumie to z każdą chwilą mam coraz większa ochotę by zwiedzić romantyczną Francję. Piękny kraj. Piękni mężczyźni..- na te słowa rzucił we mnie poduszką.
-Ej! Kochanie, przed tobą siedzi przystojny mężczyzna. Doceń to- zmarszczył brwi.
-Którego nienawidzę i mam ochotę zabić. Racja, ciekawe- odburknęłam, hamując śmiech.
-Którego w tej nienawiści kochasz jak nikogo innego- zlustrował mnie wzrokiem, powodując zimny dreszcz przeszywający moje ciało na wskroś.
-Nie przesadzasz?- astmatycznie zaczerpnęłam powietrza. W momencie serce podskoczyło mi gardła. Przegiął i to mnie zabolało. A może po prostu znów miał rację..
-Słońce, doskonale wiem co mówię- wstał z miejsca i podszedł do mnie- każdy mój ruch, dotyk, słowo działa na ciebie jak nic innego. Nawet muśnięcie ręki powoduje dreszcz..- nonszalancko uniósł palec i musnął nim moje ramię. Zadrżałam. Nerwowo pogładziłam swoją rękę, uwalniając się od gęsiej skórki.
-To o niczym nie świadczy- wysyczałam przez zęby. Co on sobie myślał? Że przyznam mu rację? Miał nadzieję, że powiem jak bardzo mnie pociąga? Liczył na zbyt wiele z mojej strony. Czułam się beznadziejne. Żenujące było to, że miał rację. Doskonale wiedział co czuję i jak na mnie działa. Miał świadomość tego, jak bardzo jest przystojny i jak idealne jest jego ciało w każdym, nawet najmniejszym szczególe. 
-Dlaczego się tak na mnie patrzysz?- zaśmiał się po czym dmuchnął mi w oczy. Fakt, patrzyłam na niego, ale myślałam o czymś zupełnie innym. Dopiero teraz zorientowałam się, jak niebezpiecznie mała odległość dzieli nasze twarze. Odsunęłam sie delikatnie, jednak natarczywie chwycił mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Nasze czoła stykały się teraz. Czułam na
swojej skórze jego ciepły oddech. Przymrużyłam powieki, starając się opanować swoje emocje. Kolejny raz zaśmiał się, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów. Kciukiem przetarł mój rozgrzany do czerwoności policzek.
-Z czego ty się śmiejesz..- odsunęłam się od niego. Usiadłam na podłodze i podkuliłam nogi.
-Zabawna jesteś- usiadł tuż obok mnie- taka słodka, kochana- pogładził moje ramię. Ja niewzruszona, nadal beznamiętnie wpatrywałam się w ciemnoczekoladową komodę- Trochę zagubiona..
-Nie prawda. Doskonale wiem czego chcę. To ty jesteś marny. Próbujesz się dowartościować mówiąc, że na ciebie lecę, kotku..- zaakcentowałam i okręciłam wokół palca kosmyk jego lśniącym włosów- Wszyscy cie uwielbiają, chcą się z tobą przyjaźnić. Jednak tobie czegoś brakuje. Czyżby nasz Mały Książę dorósł? Może nareszcie potrzebujesz czegoś więcej oprócz wiecznej zabawy, rozrywek i beztroskości?
-Seksownie wyglądasz gdy prawisz mi takie morały. Niby statyczna, opanowana.. ale zadziorna kocica- opuszkami palców dotknął moich lepkich warg.
-Nie zmieniaj tematu. Powiedz. Dorosłeś? Zrozumiałeś coś? Może doznałeś olśnienia? Mały Książę..- powtórzyłam z dezaprobata i zaśmiałam się.
-Przeginasz.. ale podoba mi się to- wysyczał przez zęby. Brutalnie chwycił mnie za podbródek i uniósł, tak by mógł spojrzeć w moje oczy. Jego elektryzujący wzrok całkowicie zawładną moim umysłem- jesteśmy tacy sami. Po raz kolejny to dostrzegam.
-Nie obrażaj mnie kochany- odepchnęłam go od siebie. Jednak jakaś niewytłumaczalna, magiczna siła podpowiadała mi że nie powinnam była tego robić. Miałam ochotę zrobić coś zupełnie odwrotnego.
-Dystans który chcesz między nami zachować, z każdym dniem pociąga mnie coraz bardziej..- desperacko chwycił mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie- takie przepychanki, czekanie i zwlekanie, sprawia że później będzie większa przyjemność.
-Nie licz na nic- zaśmiałam się i cmoknęłam go w czubek nosa- nic później nie będzie..
***
Wypakowałam wszystkie rzeczy z szafki i ruszyłam do sali lekcyjnej. Na pierwszych dwóch godzinach angielski. Katorga. Przemierzałam szkolny korytarz, gdy nagle moim oczom ukazał się Harry. Od tygodnia nie było go w szkole. Mimo to popołudniami spotykaliśmy się i tworzyliśmy nasz projekt. Nie wiedziałam dlaczego go nie ma. Ani on, ani ja nie zadawaliśmy sobie wścibskich pytań. Mimo to jego obecność mnie ucieszyła. Jak zwykle, otoczony swoimi najlepszymi przyjaciółmi, stał oparty o ścianę rozmawiając i co chwilę wybuchając głośnym śmiechem. Zwolniłam nieco kroku, spoglądając w jego stronę. Obdarzył mnie swoim piorunującym spojrzeniem. Lekko zadrżałam. Sama nie wiem dlaczego. Byliśmy przecież tylko znajomymi.
-Cześć Harry- rzuciłam lecz nic nie odpowiedział. Usłyszałam tylko cichy śmiech jego paczki. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w jego przenikliwe, szmaragdowe tęczówki. Jedyne co zrobił, to pokiwał głową. Delikatnie otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć.. ale szybko zrezygnował i powrócił do rozmowy ze swoimi przyjaciółmi. Poczułam się okropnie. Moje serce biło jak oszalałe, czułam że zaraz eksploduję, że po prostu sie rozpłaczę. Jednak wiedziałam, że nie mogę. Skierowałam się w stronę klasy. Usiadłam na swoim miejscu. Zaczęłam przeglądać zeszyt, próbowałam się zając jednak i to nie pomogło.

Ten dzień mijał wyjątkowo powolnie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, ani z nikim się widzieć. Marzyłam by wrócić do domu i pójść spać. Nareszcie nadeszła oczekiwana chwila. Ostatni tego dnia dzwonek. Z całej siły popchnęłam szklane drzwi i już po chwili znalazłam się na podwórku szkolnym. Wyminęłam uczniów i skierowałam się w stronę domu.
-{T.I.}, poczekaj!- usłyszałam za sobą jego głos. Bez zastanowienia przyspieszyłam kroku. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, nie chciałam słuchać jego tłumaczeń ani usprawiedliwień. Po prostu nie miałam na to siły.
-Nie chcę z Tobą rozmawiać- wydukałam z trudem hamując łzy napływające do moich oczu. Sama nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Może nadal mi na nim zależało? Może nadal łudziłam się, że mamy jakieś szanse na przyjaźń? Przecież nic mi nie obiecywał, nie przyrzekał. Jedyne co powiedział, to że chce zacząć od nowa..
-Posłuchaj mnie!- chwycił mnie za łokieć i odwrócił. Dopiero teraz mógł na mnie spojrzeć.
-W co ty ze mną grasz?- zapytałam, uspokajając spazmatyczny oddech. Milczał. Poluźnił uścisk i spuścił wzrok- W co się chcesz bawić? W znam cię w domu ale w szkole już nie?- szarpnęłam go za ramiona. Mocno chwycił mnie za nadgarstki i przywarł do mnie całym swoim ciałem.
-To nie takie łatwe, zrozum..
-Co nie jest łatwe? To, że nie odpowiesz mi 'cześć', bo już nie należę do tej chorej grupki?- zaśmiałam się i wyswobodziłam z jego uścisku- Otrząśnij się, wróć na ziemię. Cały świat nie będzie się kręcił wokół ciebie, zrozum to wreszcie.
-Ty tego nie zrozumiesz- wyszeptał prawie bezgłośnie.
-Czego? Tego, że nie znasz żadnych cenniejszych wartości? Że nie wiesz co to przyjaźń, miłość? Może powinieneś..
-Wiem co powinienem. Powinienem cię przeprosić..- wyszeptał prawie bezgłośnie. Odepchnęłam go od siebie i ruszyłam w kierunku mojego domu. Krzyczał, wołał. Prosił bym go wysłuchała. Jednak zebrałam w sobie tyle siły, że byłam w stanie iść przed siebie bez względu na niego.
Punktualnie o 19 zadzwonił na dzwonek. Zeszłam na dół i niepewnie otworzyłam mahoniowe drzwi. Stał oparty o futrynę, zawadiacko uśmiechając się, jakby nigdy nic się nie stało.
-Słucham?- zmierzyłam go wzrokiem. Liczyłam, że okaże odrobinę skruchy, jednak doskonale wiedziałam czego mogę sie po nim spodziewać.
-Tak sobie pomyślałem, że skoro robimy projekt wycieczki do Francji , to może powinniśmy bliżej poznać kulturę tego państwa- zmrużył oczy, po czym nonszalancko poprawił włosy.
-I co w związku z tym?- zaśmiałam się. Byłam w tym wszystkim zła na samą siebie. Zbyt mocno na mnie działał, zbyt szybko mu ulegałam. Sprawiał, że nie potrafiłam być na niego obrażona, nawet przez chwilę.
-Zabieram cię na wycieczkę po Francji !
-Chyba palcem po mapie..- założyłam ręce.
-To też.. Ale głównie poznamy muzykę, jedzenie i porozmawiamy na temat tego pięknego kraju. Wchodzisz w to słońce?- nachylił się tuż nade mną. Rzucił mi krótkie spojrzenie, po czym bez wahania wyprowadził mnie na zewnątrz, zamknął drzwi, podniósł mnie na rękach i zaniósł w stronę samochodu.
-Czy ty nie pozwalasz sobie na zbyt wiele?- zaśmiałam się i
uwolniłam się z jego objęcia- Powinnam przywołać cię do porządku. Jesteś niegrzeczny..
-Niegrzeczny to ja dopiero mogę być- spojrzał na mnie, lustrując dokładnie każdą cząstkę mojej twarzy. Niepewnie uniósł dłoń i odgarnął kosmyk moich włosów, opadających na twarz. Przywarł do mnie swoim ciałem. Zadrżałam czując na swojej skórze jego ciepły oddech.
-Jedźmy już- delikatnie odepchnęłam go od siebie. Czułam, że powinniśmy zachować dystans. Taki natłok emocji i wrażeń, mógł doprowadzić jedynie do czegoś złego. Niepewnie wsiadłam do samochodu. Milcząc wpatrywałam się w widoki za szybą. Jednak i to było mało interesujące. Czułam na sobie jego wzrok. Raz po raz posyłałam mu niewinne uśmiechy, jednak nie chciałam by wiedział, że na niego patrzę. Od razu oblewałam sie parzącym rumieńcem.
-Gdzie jesteśmy?- zapytałam gdy samochód się zatrzymał.
-Zobaczysz- obdarował mnie tajemniczym uśmiechem i podał mi dłoń. Ruszyliśmy przed siebie. Na dworze panował półmrok. Szliśmy polaną. Dookoła panowały pustkowia, dało się słyszeć tylko ciche odgłosy natury. Nagle moim oczom ukazał się koc i koszyk z jedzeniem. Przykucnął i zapalił kilak świeczek.
-Kiedy to przygotowałeś?
-Byłem tutaj chwilę wcześniej.. Co o tym sądzisz? Francuskie wino, przekąski. Jeśli będziesz chciała to będzie muzyka- usiadł na kocu, a ja tuż obok niego. Tysiące myśli, setki uczuć. Wszystko kotłowało się we mnie tworząc mieszankę wybuchową. Nienawidziłam go, ale w tym wszystkim czułam, że jest dla mnie ważny. Naiwnie daję się nabrać na jego sztuczki, wiedząc że tak naprawdę znaczę dla niego niewiele.
-Dlaczego mnie tutaj zabrałeś?- wydukałam niepewnie, przystawiając do ust kieliszek wina. Zacisnęłam wargi na kruchym szkle. Bałam się odpowiedzi? Tego, że powie coś głupiego, coś co mnie zaboli? Sama nie wiem.
-Po prostu, chcę z tobą spędzać czas. Jesteś dla mnie ważna chcę ci to udowodnić- ciepłą dłonią pogładził moje ramię. Zadrżałam pod jego dotykiem.
-Mówisz tak bo jesteśmy tu sami, z dala od twoich przyjaciół, znajomych- powiedziałam drżącym głosem.
-{T.I}, to nie tak.
-A jak? Manipulujesz mną, wykorzystujesz moją naiwność i łatwowierność. Bawisz się moimi uczuciami. Przecież ja cię doskonale znam..- przymknęłam powieki, hamując łzy.
-Ty nic nie rozumiesz- ciepłymi dłońmi ujął moje policzki.
-Może po prostu nie chcę? Może boję się, że kiedyś..- nie wypowiedziałam ostatnich słów. Poczułam na swoich ustach jego lepkie wargi.
-Dlaczego nie powiesz wprost, że ci się podobam? Że nadal coś do mnie czujesz?- zapytał i łapczywie zaczerpnął powietrza. Poczułam na sobie ciepło bijące od jego ciała. Delikatnie ucałował kącik moich ust. Jęknęłam cicho. Desperacko przyciągnęłam go do siebie oddając pocałunek. Nie wiem dlaczego. Nie potrafiłam inaczej. Podobał mi się, pragnęłam go, ale nie mogłam się do tego przyznać. Mogłam dać mu do zrozumienia, że go pożądam, ale nie mogłam tego powiedzieć wprost.
-A ty? Dlaczego tego nie powiesz?- zapytałam lecz zamknął moje usta głębokim pocałunkiem. Okręcił wokół palca skrawek mojej koszulki i zwinnie uniósł go do góry. Już po chwili zdjął ją ze mnie. Chłodnymi dłońmi wodził po moim rozgrzanym ciele. Pchnął mnie
na ziemię, całując skrupulatnie każdy centymetr mojego dekoltu. Westchnęłam głośno, wpijając swoje palce w jego plecy. Nie zwlekając dłużej, zerwałam z niego białą koszulkę. Delikatnie muskałam dłońmi jego idealne ciało. W pełni oddałam się narastającemu uczuciu. Jednak po chwili otrząsnęłam się.
-Harry, nie powinniśmy- spojrzałam w jego błyszczące tęczówki. Jego źrenice momentalnie sie powiększyły. Podparł się na rękach. Jego kosmyki opadały na nasze zbliżone do siebie twarze.
-Nie rozumiem.
-Po prostu nie chcę byś potraktował mnie jak przedmiot. Rzecz którą można się pobawić a później wyrzucić- przetarł dłonią mój policzek.
-Nie zrobię tego. Obiecuję..- wyszeptał tuz przy moi uchu. Przywarł do mnie swoim ciałem. Poczułam szybkie bicie jego serca. Pogładziłam dłońmi jego plecy. To sprawiło, że syknął i brutalnie przygryzł moją wargę. Zaśmiałam się i z wpiłam się w jego usta oddając pocałunek. Po omacku odnalazł zapięcie moich spodenek, rozpiął je szybko i zsunął ze mnie, pozostawiając mnie w samej bieliźnie. Uniósł się, pozwalając mi spokojnie odetchnąć. Z pożądaniem przyjrzał się mojemu półnagiemu ciału. Znów nachylił się nade mną i najpierw delikatnie musnął moje wargi, by później brutalnie wtargnąć językiem do moich ust. Jęknęłam i naprężyłam swoje ciało. Uśmiechnął się i wyszeptał krótkie
'kocham cię'. Zaśmiałam się czując, że już nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia.

3 komentarze:

  1. Twoje imaginy są zajebiste !!
    Nie dodawaj.takich długich bo sie gubie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. 34 years old Web Developer II Shane Cooksey, hailing from Cowansville enjoys watching movies like Blue Smoke and Backpacking. Took a trip to Flemish Béguinages and drives a Bentley 8 Litre Sports Coupe Cabriolet. dowiedz sie wiecej tutaj

    OdpowiedzUsuń