piątek, 17 maja 2013

22. Zayn

*UWAGA! pewna dość istotna kwestia przed przeczytaniem: jesteś pijana ;D







Nie pamiętam za bardzo, jak znaleźliśmy się w moim domu. Może weszłam tam sama, a może mnie zaniósł? Miałam nadzieję, że to drugie. Miałabym przynajmniej co wspominać. Wiem tylko, że na pewno wniósł mnie po schodach i posadził na łóżku, ściągając moje buty.

- Możesz ściągnąć ze mnie wszystko, nie krępuj się – zachichotałam cicho.

Zayn uśmiechnął się do siebie, ale nie zrobił tego. Taki grzeczny chłopczyk. Słodziak.

Usadowiłam się na łóżku, przykryta do połowy kołdrą, a on usiadł koło mnie i zmierzył mnie wzrokiem, zapewne oceniając mój stan. Nie było tu co oceniać – nie byłam pijana! Nigdy nie widział człowieka, który dobrze bawił się na imprezie?! Trochę mnie tym gapieniem się irytował, ale ten wyraz twarzy o czymś mi przypomniał. 

- Jesteś taki piękny… - szepnęłam, przesuwając opuszkami palców po jego policzku.

- Za to ty jesteś kompletnie pijana – odparł, trochę zmartwiony, a trochę rozbawiony.

- Bardzo przystojny… - ciągnęłam. - Nie dziwię się tym wszystkim dziewczynom, które się w tobie zakochują… Masz w sobie to coś… Ty wiesz, że mi się podobasz, prawda? Jak na ciebie patrzę… to czuję takie… takie motylki w brzuchu… Tylko nikomu nie mów – przyłożyłam palec do ust. – Byliby na mnie źli… Zachowamy to w tajemnicy, dobrze?

- Dobrze – odrzekł, uśmiechając się pobłażliwie. – A teraz połóż się jak grzeczna dziewczynka i idź spać.

- Nie chce mi się spać – odparłam naburmuszona, chociaż oczy już mi się zamykały. – Chcę z tobą porozmawiać… Jesteś śliczny… Bardzo przystojny – powtórzyłam. – Wiesz, że mi się podobasz?

- Wiem. Połóż się już – był coraz bardziej rozbawiony.

- Nie chce mi się spać… Masz bardzo ładne oczy… I fajne usta... Fajne, fajne… Mogłabym cię teraz pocałować… Proszę?!

- [T.I.], dziecko, idź spać, póki grzecznie cię proszę.

- A co zrobisz, jak nie pójdę? Bardzo mi się nie chce… Moglibyśmy zaszaleć… Napić się… Pocałujesz mnie? – nastawiłam usta i przymknęłam powieki. 

- Otwórz oczy. Nikt tu się nie będzie dzisiaj całował.

Zdecydowanie zbyt grzeczny… Słodziak, chciał udawać teraz, że nie chce dać mi buzi? Przecież wiedziałam, że chce…

- Nie chcesz dać mi buziaka?! Przecież ci się podobam… Podobam ci się, nie? Pocałuj mnie teraz, dobrze?

Westchnął tylko i przykrył mnie kołdrą.

- [T.I.], powtarzam ci to ostatni raz. Idź spać, zanim stracę cierpliwość – rzekł karcąco i wywrócił oczami.

- Pójdę, jak dasz mi buziaka… Jesteś bardzo śliczny… - zaczynał mnie nudzić tym swoim uporem.

- Dosyć.

Wybuchłam niepowstrzymanym chichotem. Był taki śmieszny z poważną miną i tym głosem starszego braciszka. Chciałabym mieć braciszka. To musi być niesamowicie śmieszne.

- Połóż się spać, bo sobie pójdę – rzekł w końcu.

Przestałam się śmiać i spojrzałam na niego błagalnie.

- Nie zostawiaj mnie… Śliczny chłopaku… Będę grzeczna… Jak pójdę spać, to zostaniesz?! I dasz mi buziaka?

- Tak, dam ci buziaka, ale jutro – odparł.

- Dobra… Ale nie wychodź.


- Śpij.

- Nie wyjdziesz? – spytałam, chcąc się upewnić.

- Nie. Jak pójdziesz już spać, to zostanę.

- Okej. Dobranoc, chłopaku, który bardzo mi się podoba.

- Dobranoc – zaśmiał się, gasząc światło.

Przewróciłam się na drugi bok i jęknęłam, czując jak coś rozdziera mnie od środka. Co się stało z moją głową?! Już dawno tak mnie nie bolała. Uderzyłam się wczoraj. Może przewróciłam? Albo… upiłam?! Otworzyłam niechętnie oczy, chociaż nie zamierzałam wstać. Ale jeśli teraz było ze mną tak źle, to kto wie, gdzie mogłam wczoraj zasnąć.

Dookoła było już jasno. Zmrużyłam oczy i wsparłam się na łokciach.

- No, wreszcie – usłyszałam czyiś głos.

- Zayn?! Co ty tutaj robisz?! – zerwałam się z łóżka, ale zakręciło mi się w głowie, więc znowu się położyłam.

Chłopak siedział na podłodze, oparty plecami o moje łóżko. Przeglądał jakąś książkę, którą pewnie znalazł na biurku. Nawet się nie odwrócił.

- Nigdy nie zrozumiem, co kobiety widzą w romansidłach – mruknął, ze zniesmaczoną miną przewracając kolejną stronę.

- Zayn! – jęknęłam, krzywiąc się z bólu.

Spojrzał na mnie z zainteresowaniem i rozbawieniem.

- Boli? Powinienem chyba powiedzieć, że mi przykro, ale należy ci się. Odechce ci się tak bawić – mruknął z dziwnym zadowoleniem, wracając do lektury.

Och, cóż za wielkoduszność.

- Co ty tu robisz? – spytałam znowu.

- Hmm, no nie wiem. Nie spodoba ci się to – odparł, uśmiechając się pod nosem.

- Zayn, nie utrudniaj.

Znowu się skrzywiłam. Głowa bolała mnie jak nigdy. Rzadko zdarzało mi się bawić z taką ilością alkoholu jak wczoraj, bo – jak widać – niezbyt dobrze to na mnie wpływało. Gorsze od bólu było jednak to, że kompletnie nie pamiętałam, co stało się wczoraj.

- Okej. Cóż, po prostu nie chciałem sprawić ci przykrości. Błagałaś mnie, żebym został z tobą na noc, a wiesz, że nie mam zwyczaju odmawiać pięknym kobietom.

Wywróciłam oczami, chociaż zmartwiłam się nie na żarty. Błagałam go, żeby został u mnie na noc? Miałam nadzieję, że to nie była prawda…

- Nie uwierzę. Zresztą, wiem, że oprócz zwyczaju spełniania marzeń pięknych kobiet, masz też zwyczaj ubarwiania historii – odparłam, przewracając się na bok, żeby móc lepiej go widzieć.

Uśmiechnął się kącikiem ust i pokręcił głową, nie odwracając wzroku od książki.

- Nie sądzę. A dla twojej wiadomości – to jest ta bardziej przyzwoita wersja wydarzeń.

Moja mina zrzedła. Nie wyglądał jakby żartował.

- A ta mniej przyzwoita? – spytałam, niby to żartem, ale cała się spięłam.

- Nie ekscytuj się tak, [T.I.]. Zostawię to dla siebie. To zbytnio ujęłoby twojej niewinności – odparł z tym swoim złośliwym uśmiechem.

- Zayn…  - szepnęłam, starając się przyjąć jak najbardziej uwodzicielski ton głosu – Proszę, powiedz mi, co się stało wczoraj wieczorem.

Spojrzał na mnie w końcu, z miną jednocześnie rozbawioną i zdziwioną.

- I co, będziesz ze mną teraz flirtować?! Zachowaj dla siebie swój urok osobisty, na nic się tu nie zda – mruknął, znowu wczytując się w lekturę.

- Zayn… - zaczęłam znowu, błądząc palcem bo jego szyi.

Siedział niewzruszony i przewrócił kolejną kartkę.

Cholera, czy na niego naprawdę to nie działało? Ostatnio odnosiłam wrażenie, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Już dawno przestałam udawać, że jest dla mnie zwyczajnym przyjacielem czy kumplem. Ale jeśli wczoraj powiedziałam mu coś, czego będę teraz żałować…

Przybliżyłam się do niego na łóżku, niemal uwieszając na jego ramieniu, nadal muskając opuszkami palców jego twarz. Szczerze? Moje serce waliło jak oszalałe.

Dotknęłam lekko jego powiek. Nie mogłam opanować drżenia dłoni.

- [T.I.], przeszkadzasz mi – mruknął rozbawiony. – Zresztą, odnoszę wrażenie, że to, co robisz, podnieca cię bardziej niż powinno.

- Nie jestem podniecona – fuknęłam, naburmuszona.

Zabrałam ręce z jego twarzy i wsunęłam się pod kołdrę.

Nie dość, że nie chciał mi powiedzieć, co zrobiłam wczoraj wieczorem, to w dodatku twierdził, że podniecam się, dotykając go! Szczyt bezczelności.

- Byłam pijana – rzekłam w końcu chłodno.

- To akurat wiem. Nie dało się nie zauważyć – odparł z sarkazmem.

- Cokolwiek zrobiłam, bądź powiedziałam – ciągnęłam – pamiętaj, że nie byłam trzeźwa i nie myślałam trzeźwo.

- To też wiem. Na trzeźwo nigdy nie powiedziałabyś mi tego, co powiedziałaś wczoraj – nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że się szczerzy.

Zadrżałam na samą myśl o tym, co mogłam mu wczoraj powiedzieć. Ile byłam w stanie mu wyznać, będąc nietrzeźwą? Miałam nadzieję, że chociaż nie…

- Więc zamiast zgrywać chojraka, może powiedziałbyś mi w końcu, co ci wczoraj nagadałam?! – mruknęłam z nieukrywaną ironią.

Odwrócił się i zaśmiał.

- Zgrywanie chojraka, to akurat ostatnie, co mnie w życiu obchodzi.

- Doprawdy?!

- Mogę powiedzieć ci parę szczegółów, jeśli chcesz – uśmiechnął się złośliwie.

Odłożył książkę, którą trzymał w ręku i usiadł naprzeciwko mnie na łóżku.

Zmierzyłam go wzrokiem.

- Zabrałem cię wczoraj z chłopakami na imprezę…

- Zayn, nie wygłupiaj się do cholery – przerwałam mu.

Spuścił głowę i uśmiechnął się.

- Piłaś, i piłaś, i piłaś… Cholera, tak rozmownej nigdy dotąd cię nie widziałem. Tańczyliśmy… Hmm, przetańczyliśmy razem cały wieczór. Dziewczyno, tańczysz nieziemsko – jego uśmiech mówił mi, że nie chcę pamiętać sposobu, w jaki z nim tańczyłam. – Ale koło 2.00 nad ranem stwierdziłem, że jeśli wypijesz jeszcze choć kroplę, to może się to skończyć dla nas… sama rozumiesz. Zresztą, proponowałaś mi przeróżne rzeczy tego wieczoru.

Oblałam się rumieńcem i pożałowałam, że w ogóle zapytałam go o ten wieczór.

- Odstawiłem cię do domu. Chłopcy jeszcze zostali. Zaniosłem cię do twojego pokoju i próbowałem odejść, ale mi nie pozwoliłaś – skończył, wzruszając ramionami.

- I..?

- I co?

- Zrobiłam coś jeszcze, o czym mi nie powiedziałeś – mruknęłam.

Widziałam to w jego oczach. Zdał mi ogólną relację, ale nie powiedział niczego konkretnego.

- Powiedziałem ci już, że pewne rzeczy zachowam dla siebie – uśmiechnął się.

- Mam prawo wiedzieć! – zirytowałam się.

- Naprawdę tego chcesz? – spytał.

Chciałam i nie chciałam. Denerwowało mnie, że nie chce mi powiedzieć o tym, co robiłam wczoraj, chociaż nie tylko miałam do tego pełne prawo, ale też powinnam to wiedzieć. Z drugiej strony, trochę się bałam usłyszeć, co ma mi do powiedzenia. Byłam w rozterce. Ale skoro już tego zażądałam, to nie miałam najmniejszego zamiaru się cofnąć.

- Tak – odparłam, zawahawszy się.

- Wczoraj wieczorem wyznałaś mi miłość. Nie chciałem mówić ci tego wczoraj, bo i tak niewiele byś zapamiętała, ale…

Przybliżył się do mnie i wziął mnie pod brodę, patrząc mi przy tym prosto w oczy. Uśmiechnął się niepewnie i przygryzł wargę. Wyglądał wtedy tak… uroczo?

Moje serce zabiło szybciej.

- Powiem ci to teraz. Zależy mi na tobie, jak na nikim innym. Chcę spędzać z tobą każdą chwilę mojego życia, chcę przytulać cię, całować, chronić przed tym, co ci zagraża. Chcę ciebie. I wiem, że to marna okazja, żeby ci to powiedzieć, ale jeśli nie zrobiłbym tego teraz, to nie wiem, czy miałbym kiedykolwiek odwagę…

- Ja też cię kocham, Zayn – przerwałam mu, całując go.

Siedzieliśmy właśnie z Zaynem w moim salonie, oglądając jakiś nudny horror. Nie przepadałam za tym gatunkiem, ale były wakacje, a w telewizji nie było naprawdę nic poza masowymi powtórkami seriali, teleturniejami i oczywiście reklamami. Na stoliku przed nami stała miska z popcornem, ale żadne z nas nie miało ochoty na jedzenie, jedyne o czym teraz marzyłam był sen.

Ale pewna myśl nie dawała mi spokoju. Głowiłam się nad tym już od dwóch godzin, czyli od momentu, w którym Zayn wyznał mi miłość. Tak, od tej niezapomnianej chwili mijały właśnie równe dwie godziny. A ja wciąż miałam w głowie mętlik związany z…

- No…?

- Co? – spojrzał na mnie z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.

- Masz jakiś plan? – spytałam, wpatrując się w niego wyczekująco.

- Plan związany z czym?

Jęknęłam, starając się zachować spokój i wysilić się na odrobinę cierpliwości. Czy to nie było oczywiste, że potrzebujemy jakiejś strategii? Przecież nie mogliśmy tam tak po prostu wejść, jak gdyby nigdy nic.

- Zayn – zaczęłam powoli, mając nadzieję, że tym razem zrozumie – zamierzasz powiedzieć o nas chłopakom?

- Oczywiście, że tak.

Uśmiechnął się do mnie radośnie, obejmując mnie ramieniem. „Ta rozmowa będzie naprawdę ciężka” pomyślałam tylko, ponownie usiłując zwrócić na siebie jego uwagę. Po tym, co się stało, był niesamowicie rozkojarzony i jednocześnie szczęśliwy. Z drugiego faktu byłam zadowolona, ale doszłam do wniosku, że w jego przypadku sprawdza się przysłowie, że miłość odurza i takie tam…

Gapił się z dziwnym wyrazem twarzy w ekran telewizora, przeskakując z kanału na kanał w poszukiwaniu czegoś ciekawego.

- I…? – drążyłam.

- Kochanie, naprawdę nie nadążam za twoim tokiem myślenia – stwierdził, przypatrując mi się uważnie.

- Masz co do tego jakiś plan?

Musieliśmy ustalić jakąś wersję. Chłopcy nie mieli pojęcia o tym, że jesteśmy razem, więc trzeba było jakoś ich o tym powiadomić. A to – zważając na ich temperament – mogło nie być łatwe.

Przyglądałam mu się z rosnącym zniecierpliwieniem.

- Plan? – powtórzył głupio, nadal nie mając pojęcia, o co mi chodzi.

- Boże  - przymknęłam powieki, biorąc głęboki wdech. – Tak, plan.

- Zamierzałem… Sam nie wiem. Przyprowadzić cię do nas dzisiaj i powiedzieć, że jesteśmy razem? – zasugerował niepewnie.

- Genialne – rzuciłam z sarkazmem.

- Dobrze, masz coś lepszego?

O tak, miałam. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie poprosić Liama, żeby o wszystkim im powiedział i jakoś ich psychicznie przygotował, w końcu on jeden powinien – powinien! – zachować się normalnie. Za resztę nie dałabym głowy. Wtedy pojechalibyśmy tam, jak gdyby nigdy nic i nawet nie musielibyśmy się odzywać! To był plan idealny!

Jeden z miliona podobnych. To głupie, ale bardzo bałam się tego, jak mogą zareagować chłopcy. Co jeśli nie zaakceptują tego związku? Co jeśli zmienią swoje nastawianie do mnie albo, co gorsza, uznają, że chcę w ten sposób zniszczyć ich zespół? Podobne obawy sprawiały, że na plecach miałam ciarki. Nie chciałam ich stracić. A już na pewno nie poradziłabym sobie z rozstaniem z Zaynem. Swoja drogą, to nieco dziwne, że myślałam tak po kilku godzinach bycia razem…

- Nie – odparłam, smutniejąc.

- Kochanie, podczas rozmowy z nimi tylko improwizacja może odnieść skutek – szepnął, chowając twarz w moich włosach.

 - Dobra. Będziemy improwizować – mruknęłam.



***

- Nie wejdę tam! – warknęłam, kurczowo trzymając się płotu.

- Kochanie, nie panikuj – Zayn próbował zapanować nad sytuacją i jednocześnie odciągnąć mnie od ogrodzenia.

Staliśmy właśnie przed kompleksem chłopców. Właściwie, trudno było nazwać to staniem…

Byłam przerażona. Po raz pierwszy w życiu byłam kompletnie przerażona! Nie miałam najmniejszej ochoty tam wchodzić i „improwizować”. Wiedziałam z resztą, że to się nie uda, a Malik najzwyczajniej w świecie kłamie, żeby jakoś odbębnić tę formalną część spotkania. „Chłopaki, [T.I.] i ja jesteśmy razem”, „[T.I.] jest od dzisiaj moją dziewczyną”… Te potencjalne wypowiedzi mroziły mi krew z żyłach! Nie miałam najmniejszego pojęcia, co zamierza im powiedzieć, ale wiedziałam, że nie ujdzie nam to na sucho. To było po prostu niemożliwe, gdy w grę wchodzili ONI.

Gdy wsiadałam do samochodu, byłam pewna, że dam sobie radę. Może raczej wmawiałam sobie, że dam sobie radę. W każdym razie, byłam optymistycznie nastawiona do tej wizyty i czułam, że się uda. Czułam. Bo podczas jazdy zdążyłam zmienić swoje nastawienie, snując katastroficzne refleksje i przywołując najczarniejsze wizje. Tak więc, gdy tylko wyszliśmy z auta, przykleiłam się do tego oto płotu odgradzającego kompleks chłopców od ulicy, kategorycznie twierdząc, że nie dam się zaciągnąć do środka.

- Po prostu wejdziemy tam i im powiemy – Zayn jedną ręką gładził moje włosy, drugą zaś próbował rozpleść moje owinięte wokół prętów place.

- Nie! – mruknęłam, z zawziętością zaciskając dłonie.

Wtedy do naszych uszu dobiegło ciche chrząknięcie. Odwróciłam się w stronę, z której ono dobiegało i zobaczyłam… Niallera dzierżącego w ręku paczkę chipsów, przyglądająco nam się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Stał sobie, jak gdyby nigdy nic, chyba trochę zdezorientowany tym całym cyrkiem. Najwidoczniej wrócił ze sklepu, bo w drugiej ręce trzymał klucze i wyraźnie miał zamiar wejść na teren kompleksu. Nie wiem, jak długo tak stał i jak wiele widział, ale chyba wystarczająco, żeby dojść do wniosku, że jestem upośledzona.

- Uhm… Może wejdziecie do środka? – zasugerował niepewnie, spoglądając to na mnie, to na Zayna.

Nie odpowiedzieliśmy. Zayn zostawił w spokoju moje dłonie, a ja puściłam płot, spuszczając z zażenowaniem wzrok. Świetnie się zaczęło, nie ma co.

Mój chłopak mruknął coś niezrozumiałego i skinął w stronę domu, zmuszając mnie tym samym do spełnienia jego wcześniejszych próśb. Westchnęłam i ruszyłam przodem, ignorując pytające spojrzenia Nialla.

Reszta chłopców siedziała w salonie, grając w jakieś niezbyt inteligentne gry. Na ich widok miałam ochotę wybiec z tego domu i nigdy nie wracać. Po raz pierwszy w życiu miałam tego typu myśli, przebywając w ich kompleksie. Zazwyczaj to była dla mnie przyjemność – spędzać z nimi czas, brać udział w ich wygłupach, śmiać się na melodramatach i wiele, wiele innych. Byli moimi przyjaciółmi. Jednymi, jakich miałam.

- Chłopaki – Zayn podniósł nieco głos, próbując zwrócić na siebie ich uwagę.

„Cholera, zupełnie tak, jak to przewidziałam” panikowałam, rozglądając się gorączkowo dookoła.

Nie odpowiedzieli, ba! Nawet nie odwrócili wzroku od ekranu!

- O mój Boże, Zayn i [T.I.] są razem! – Niall wydarł się na całe gardło, sprawiając, że moje serce na kilka sekund stanęło.

Chłopcy zamarli, jakby nie wierzyli, że nasz przyjaciel naprawdę to powiedział, po czym odwrócili głowy, spoglądając na nas z niedowierzaniem.

- Serio? – Lou wydawał się nieprzekonany.

Zerknęłam na Zayna. Zatkało go.

Skąd Niall to wiedział?! Przecież… mogłam z bardzo wielu przyczyn nie chcieć wejść do ich kompleksu, a to, że Zayn gładził mnie po głowie, wcale nie musiało oznaczać… Skubany.

Skinęłam głową, cała się spinając.

Ostatnie, co zapamiętałam, to najgłośniejszy wrzask, jaki w życiu słyszałam i ogłuszajacy huk. Potem była już tylko ciemność…

- Może powinniśmy zadzwonić po lekarza – usłyszałam powątpiewający głos Nialla.

Jego stłumiony szept dochodził do mnie jakby zza ściany – niewyraźny i cichy. Czułam się, jakby ktoś zamknął mnie w szklanej kuli, izolując mnie tym samym od otaczającej rzeczywistości. Głucha cisza przerywana przez niezrozumiałe szmery działała na mnie odprężająco i jednocześnie usypiająco. Przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy czasem nie umarłam, ale mój umysł szybko odsunął od siebie tę myśl.

Moje myśli płynęły wolno, następując po sobie jedna po drugiej, a ciało było jakby od nich oderwane.

Nie zaprzątałam sobie głowy słowami Nialla. Mówił coś, ale nie miałam ani siły, ani ochoty, żeby pobudzić umysł do pracy i skupić się na jego szepcie. Jemu nigdy nie zamykały się usta, więc zapewne i tym razem nie miałam powodu do zmartwień. Po prostu sobie leżałam…

- Nie wydaje mi się, żeb… – zaczął Zayn, ale Liam wszedł mu w słowo.

Zayn… A więc był tam! Mój chłopak, który siłą zaciągnął mnie do kompleksu chłopców, by oznajmić im, że jesteśmy razem. No, może na początku poddałam się z własnej woli, ale potem… potem…

- Ona może mieć wstrząśnienie mózgu albo Bóg wie, co jeszcze!

Liam i jego rozsądne rozumowanie… Po jaką cholerę potrzebny był im specjalista?! Czy oni naprawdę nie widzieli, że mam się dobrze, tylko najzwyczajniej w świecie nie chce mi się podnosić powiek?!

…potem przyłapał nas Niall. Weszliśmy do domu, bo głupio było tak stać przy bramie, ignorując nalegania blondyna. Chłopcy siedzieli w salonie. Grali. Zayn próbował zwrócić ich uwagę, ale oni byli zbyt zajęci. Wtedy odezwał się Nialler…

Powoli dotarło do mnie znaczenie ich słów.

…i straciłam przytomność. A teraz chcą zadzwonić po lekarza.

Czy oni kompletnie oszaleli?!

Ostatkami sił otworzyłam oczy.

Chłopcy pochylali się nade mną, szepcąc między sobą jakieś niezrozumiałe, nieskładne zdania. Podejrzewałam, że dalej dyskutowali o tym, czy powinni zadzwonić po kogoś, kto się na tym zna, czy zostawić mnie w spokoju. Liam tłumaczył coś z zawziętością reszcie, a Zayn widocznie próbował ich jakoś powstrzymać. Widać on jedyny zdawał sobie sprawę z tego, jakie będą mieć kłopoty, gdy zrobią to, co planują zrobić.

Chrząknęłam cichutko, bo nie miałam wystarczająco siły, bo zrobić cokolwiek innego.

Chłopcy jak na komendę skierowali na mnie swój zaskoczony wzrok, zapewne nie biorąc pod uwagę faktu, że mogę po prostu się obudzić. Przeszywali mnie uważnymi spojrzeniami, oceniając mój stan fizyczny i psychiczny.

- [T.I.]?! – cała piątka wstrzymała oddech, jakby bali się, że znowu stracę przytomność.

„Jacy oni delikatni” przez moją głowę przemknęła przesiąknięta ironią myśl.

- Nie dzwońcie po lekarza, kretyni!


Zastygli w bezruchu, przypatrując mi się z uwagą. Pewnie nie takiej reakcji się spodziewali.

Po krótkiej chwili ciszy, jaka zapadła, pierwszy odezwał się Lou, przywołując na twarz swój łobuzerski uśmiech.

- Zaczyna dochodzić do siebie – oznajmił Louis z miną fachowca.

Nialler parsknął śmiechem, ale obdarzony karcącym spojrzeniem Zayna, natychmiast się zamknął.

- Bardzo dowcipne, Tomlinson, zważywszy na fakt, że prawie mnie zabiliście – mruknęłam zrzędliwie.

- Martwiliśmy się o ciebie – westchnął z ulgą Harry, ignorując moją wcześniejszą wypowiedź.

- Co ty nie powiesz…

- Jak się czujesz? – usłyszałam pytanie z kilku ust jednocześnie.

- Bywało gorzej. Co wyście mi zrobili?!

- Nic – odparł zdawkowo Lou, uśmiechając się z rozbawieniem.

- Co znaczy „nic”? – drążyłam, unosząc się na łokciu.

Zakręciło mi się w głowie, a w skroni poczułam pulsujący ból. Zignorowałam uciążliwy ruch obrotowy pokoju i skupiłam się na czymś, co zaburzało porządek pomieszczenia. Nie dało się tego przeoczyć…

- Dlaczego, u licha, ta kanapa jest przewrócona?! – mruknęłam z nieukrywanym przerażeniem.

Boże, co im znowu odbiło?

- To nic takiego – odparł Liam, również próbując zamaskować błądzący na jego ustach uśmiech.

- Zaczynam się was bać – stwierdziłam, siadając i próbując ustalić, czy pod moją „nieobecność” zdemolowali coś jeszcze.

- I słusznie – Lou zaśmiał się dźwięcznie, usadawiając się tuż przy mnie. – Jeśli jesteś ciekawa, to przewrócona kanapa jest efektem naszej wspólnej, niepojętej radości.

Przyjrzałam się całej ich piątce i parsknęłam śmiechem.



***

- A więc, drogi Zaynie, zdradzisz nam swoją tajemnicę? – kobieta uśmiechnęła się do niego, pochylając się nad szklanym stolikiem, na którym ustawione były dwie filiżanki herbaty.

- Tajemnicę? – chłopak zdziwił się, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

- Podobno nie jesteś już singlem, czy to prawda? – podekscytowanie było doskonale widoczne na jej młodej twarzy.

Była dość ładna. Szczupła blondynka, około trzydziestki z dosyć rzucającym się w oczy make-upem. Ubrana elegancko, ale niezbyt przesadnie, z ładną, dopracowaną fryzurą. „Spodobałaby się Harry’emu” stwierdziłam w duchu, ale ta myśl szybko ulotniła się z mojej głowy.

- Och, to masz na myśli – zaśmiał się dźwięcznie. – To nie jest tajemnica. Owszem, od jakiegoś czasu jestem w związku.

- Cóż, kochani – zwróciła się w stronę kamery ze sztucznym uśmiechem – kolejny członek One Direction stracił status singla! Mam nadzieję, że oboje jesteście szczęśliwi, życzę wam wszystkiego, co najlepsze. Wszyscy wam tego życzymy!

Nacisnęłam czerwony guzik. Ekran zgasł i pokojem zawładnęła ciemność. Uśmiechnęłam się do siebie szeroko, z radością przywołując słowa mojego chłopaka.

Od jakiegoś czasu jestem w związku.

A  więc teraz wszystko miało się zacząć. Oficjalnie.



***

Wpadłam do domu chłopaków, niemal dysząc i naparłam plecami na drzwi. Cholera, jak oni to znosili? Podziwiałam Eleanor i Danielle za ich cierpliwość i to, że jakoś radziły sobie z takimi sytuacjami, z jakimi mi przyszło zmierzyć się dzisiaj.

- Co jest? – Zayn wyszedł z pokoju i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

- Pełno paparazzi pod bramą, co wyście im zrobili? – mruknęłam, na wszelki wypadek przekręcając klucz w zamku.

Dzisiaj miałam naprawdę ciężki dzień. Reporterzy, ludzie biegający za mną z kamerami i aparatami naprawdę nie byli mi potrzebni do szczęścia. Odkąd zaczęłam spotykać się z Zaynem, mój świat obrócił się do góry nogami. Nigdy nie lubiłam zbytnio robić wokół siebie szumu, a teraz było go aż za dużo. Po całym Internecie krążyły nasze wspólne zdjęcia, plotki, przypuszczenia, w gazetach i na stronach plotkarskich ukazywały się artykuły informujące cały świat, że Zayn znalazł nową dziewczynę. To było zwyczajnie męczące.

Zayn nie zwracał na to takiej uwagi, jak ja. Nie dziwiłam mu się, o nim już od dawna było głośno. Ale on był gwiazdą, a gwiazdy zawsze wzbudzają sensację. Nawet ich zdjęcia zrobione podczas spaceru ze sklepu do domu z kartonem mleka w ręce obiegały cały świat. Ale ja? Ja byłam normalna.

- Powinnaś się przyzwyczaić – uśmiechnął się znacząco i objął mnie w pasie.

- Nigdy się nie przyzwyczaję – odparłam marudnie, opierając się czołem o jego ramię.

- Ostatnio wszystko się ucisza.

Próbował mnie uspokoić, ale wiedziałam, że kłamie. Nic się nie uciszało i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że tak już zostanie. Dzisiaj, na przykład, spory tłum pędził za mną po całym mieście, uniemożliwiając mi większe zakupy. Odmówiłam wzięcia udziału w dwóch wywiadach i przez kilkadziesiąt minut musiałam tłumaczyć rozwrzeszczanym fankom chłopców, że nie przekazuję im żadnych wiadomości i że, przykro mi, nie zrobię sobie z nimi zdjęć, bo nie jestem celebrytką.  

- Dzisiaj miałam wyjątkowo męczący dzień – oznajmiłam, wyswobodziwszy się z jego objęć. – Pójdę się położyć.

Nie spodobał mu się mój plan na ten wieczór. Zmarszczył czoło i poszedł za mną do salonu.

- Może wyjdziemy gdzieś, gdy już odpoczniesz? – spytał, siadając koło mnie. –Albo zajmiemy się czymś innym?

- Zayn – zaczęłam zmęczonym głosem, ale nie pozwolił mi dokończyć.

Wpił się w moje usta z gwałtownością i natarczywością, która rzadko się u niego pojawiała. Nie pozostałam mu dłużna, nagle zapominając o swoim wyczerpaniu i trudnym dniu. Pewnym siebie ruchem ściągnęłam z niego koszulkę i rzuciłam ją gdzieś za siebie, nie martwiąc się zbytnio o to, gdzie wyląduje. Zadrżałam, ogarniając wzrokiem idealnie umięśnione ciało Zayna.

Do naszych uszu doszło ciche kaszlnięcie. Oderwaliśmy się od siebie speszeni, wpatrując się w przybysza. Nialler przeszedł spokojnie przez pokój i usadowił się na drugim końcu kanapy.

- Nie to, że mi w czymś przeszkadzacie czy coś, ale… Nic nie sugerując, pod domem stoją paparazzi, więc moglibyście albo się powstrzymać albo chociaż zasłonić okno… - stwierdził, włączając telewizor.

Zayn odsunął się ode mnie i westchnął, a ja położyłam się na poduszkach i przeciągnęłam się leniwie, szturchając przy okazji zaczepnie Nialla.

- Byłaś dzisiaj w centrum handlowym – zauważył, szukając czegoś ciekawego do obejrzenia.

- Skąd wiesz? – zdziwiłam się, patrząc podejrzliwie na jego złośliwy uśmiech.

- Widziałem zdjęcia – odparł, widocznie chcąc doprowadzić mnie do białej gorączki.

Zasłoniłam twarz poduszką i westchnęłam tak ciężko, jak tylko potrafiłam. Świetnie. Więc nawet nie musiałam nikomu mówić, że byłam dziś na zakupach, bo wszyscy ludzie posiadający Internet już o tym wiedzieli. To z pewnością wiele ułatwiało.

- Podobno kupiłaś sobie koszulkę i dwa staniki. Nosisz miseczkę B? – spytał, szczerząc się.

Szybkim ruchem usiadłam na kanapie i z całej siły rzuciłam w blondyna poduszką. Chłopak roześmiał się i odrzucił pocisk w moim kierunku, ale chyba nie z zamiarem trafienia mnie.

- Nie bolało – wyszczerzył się.

- Liczy się gest – odparłam, opierając się o ramię Zayna.

Chłopak spojrzał znacząco na przyjaciela i schował twarz w moich włosach. Naprawdę, ciężko było mi rozszyfrować ich gesty i miny, których znaczenie znali tylko oni. „To chyba nie na moją głowę” pomyślałam w duchu.

- Zostawię was samych – oznajmił ni stąd i zowąd, wstając i oddając nam pilota.

Uśmiechnęliśmy się do siebie, gdy chłopak zniknął za drzwiami.

- Na czym skończyliśmy? – spytał cicho Zayn, wodząc kciukiem po mojej szyi.
- Na tym, że powinniście zasłonić okno – usłyszeliśmy stłumiony głos Nialla i oboje parsknęliśmy śmiechem.
 __________________________________________
 


A oto obrazek z którego się śmieje od jakiegoś czasu :D Jest to dowód na to że Directioners też potrafią śmiać się ze swoich idoli.





1 komentarz:

  1. DAJTA WIADRO BEDE ŻYGAĆ!!!!!!!!!!!! <<<<333333

    OdpowiedzUsuń