poniedziałek, 27 maja 2013

27. Zayn



Właśnie szykowałam się razem z mamą do wylotu do Londynu, ponieważ z okazji Dnia Matki kupiłam jej bilety na koncert Paul'a McCartney'a. Sama jestem tym wyjazdem bardzo podekscytowana, ponieważ może spotkam tam moich idoli One Direction

* * * * *
Wylądowałyśmy w Londynie o 15, miałyśmy 1 godzinę na przygotowania, a ponieważ koncert zaczynał się o 19 to o 16 trzeba było stać już pod areną. Kilka przepychanek i byłyśmy 1 w kolejce. O 18:30 zaczęli nas wpuszczać. Miałyśmy z mamą najlepsze miejsca. Gdzieś w połowie koncertu stanął obok nas jakiś chłopak i chyba jego mama. Przyglądałam mu się jakieś 5 minut. Kiedy się już dokładnie przyjżałam, nie mogłam uwierzyć. Obok mnie stał Zayn Malik ! Podeszłam do niego bliżej i niby ,, niechcący ''
szturchnęłam go.
- Oj bardzo przepraszam, nie chciałam - powiedziałam lekko uśmiechając się do niego.
- Nic nie szkodzi - odwzajemnił uśmiech.
- To ty, jesteś Zayn Malik ? - palnęłam bez namysłu.
- Tak to ja, a ty to ... ?
- [t...i...]
- Piękne imię, a skąd jesteś ?
- Z Polski.
- Tak myślałem, jesteś bardzo ładna - uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Dziękuje. Ty też jesteś niczego sobie.
Kiedy zaczął się mój ulubiony fragment piosenki Hey Jude, wszyscy zaczęli śpiewać.

Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her under your skin,
then you begin to make it better, better, better, better, better, better, oh!
Na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, hey, Jude.
 Na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, hey, Jude. 
 Na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, hey, Jude. 
 Na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, na, hey, Jude. 

Kiedy tak sobie śpiewałam Zayn zbliżał się na niebezpieczną odległość, ale bardzo mi się to podobało. Nagle moja mama widząc całą sytuację postanowiłam mi pomóc. Popchnęła mnie w jego stronę i wylądowałam w jego ramionach, a on wykorzystał sytuację i złączył nasze usta w pocałunku. 

piątek, 24 maja 2013

26. Niall


Jesteś młodą choreografką. Wymyślasz układy do XFactora i dla The Wanted - chociaż wcale ich nie lubisz, a raczej nienawidzisz ich. Zaczęłaś uczyć gdy miałaś trzy lata temu, gdy miałaś 15 lat. Po pewnym a treningów postanowiłaś pójść z przyjaciółką do Nando's.

  * Nando's *
- Idę sobie wziąć Yogo Frouit, chcesz też ?
- Pewnie, możesz wziąć mi również Booble Tea.
- Dobry pomysł - odpowiedziałaś i poszłaś złożyć zmówienie.
Kiedy odchodziłaś od kasy, nagle wpadł na Ciebie pewien blondyn i cały jogurt wylądował na twoim ubraniu.
- O jejku, bardzo Cię przepraszam, jesteś cała w moim ulubionym jogurcie - oblizując przy tym swoje wargi.

- Bardzo zabawne, może byś coś zrobił, a nie patrzysz się jak sroka w kubeł.
- A, tak, proszę masz moją bluzę, a tak w ogóle to jestem Niall.
- Dziękuje, [ t...i...].
- Nie ma za co [t...i...], tu masz mój numer, jak będziesz znowu miała jogurtowy problem to możesz do mnie zadzwonić.
- Na pewno skorzystam - odpowiedziałaś zarumieniając się - Ale teraz muszę lecieć na trening, pa !
- Pa, mam nadzieją że się jeszcze spotkamy.
Po powrocie do domu, szybko pobiegłaś do sypialni i zaczęłaś rozmyślać.
,, Czy ja mu się podobam ? '' , ,, Mam do niego zadzwonić ? '' ,       ,, Zakochałam się ''.
Rozmyślałaś  tak kilka godzin, aż zasnełaś.

                                   * Kilka tygodni później *  
Wróciłaś po treningu, kupiłaś wino, lody oraz żelki. Nalałaś sobie wina, włączyłaś film i próbowałaś otworzyć lody, ale nie udawało się. Wtedy przypomniałaś sobie o Niall'u. Zadzwoniłaś do niego, przyjechał po 5 minutach.
- Tak się cieszę, że zadzwoniłaś, jaki masz problem ?
- To trochę dziwne ale nie mogę otworzyć lodów - odpowiedziałaś zażenowana.
- Hahahahahaha, a  myślałem że to tylko Louis ma takie problemy.
Kiedy Niall otworzył już pudełko, nałożyl wam, dorzucił żelków oraz inne słodkości. Usiedliście na kanapie zajadając desery i oglądając film. kiedy film się skończył poszłaś pozmywać naczynia. Nagle Niall zaczął całować Cię po szyi, odpinał koszulę, posadził Cię na blacie i dalej całował. Po kilku minutach zaniósł Cię do sypialni.
,, Tralalala zboczuchy wyobraźcie sobie ''       
Rano obudziłaś się ale Nialla  nie było obok ciebie. Zeszłaś na dół i zobaczyłaś Nialla, który czeka na Ciebie za śniadaniem.
- Kocham Cię [ t...i...] , zostaniesz moją dziewczyną ?
- Też Cię kocham, myślałam że już jestem - oboje zaczęliście się śmiać.
* Teraz Niall jest w trasie i czekasz na Niego aż wróci *

środa, 22 maja 2013

25. Harry

,, Ja pierniczę, znowu zaspałam ! '' -moje coraz częstrze słowa po przebudzeniu. Od kilku dni chodzę na imprezy i kończy się to szybkim zrywaniem ze snu i ciepłego łóżeczka. Zaczęło się to od tego, że dostałam nową pracę w Londynie, w radiu. No i oczywiście nie odbyło się bez imprezy. Następne były powodowanie poznawaniem nowych znajomych. A co do pracy, to przenieśli mnie z Polski i pracuje teraz dla najlepszego radia w Londynie i nieraz prowadzę też wywiady dla Polskiego radia.
Wyrwałam się szybko z łóżka i popędziłam do łazienki. Szybki prysznic, make up. Dzisiaj miał być bardzo ważny wywiad dla Polish Directioners, a że jestem jedną z nich to wiem co one przeżywają. Ubrałam się w to i popędziłam do stacji.
Zdążyłam 5 minut przed czasem. ,, Sukces ! ''. Napiłam się szybko kawy i przygotowałam pytania. Nadszedł czas na wywiad, weszłam do studia a za mną weszli chłopcy z 1D.
- Cześć !  Jestem [ t...i...] i przeprowadzę z wami wywiad dla Polish Directioners - uśmiechnęłam się do każdego z nich, ale mój wzrok został na Harrym. Ja jako Directioner kochałam ich wszystkich, ale najbardziej Harrego. Przyciągnął mnie swoją osobowością i seksownym wyglądem.
- Cześć ! - odpowiedzieli chórem.
- Więc pierwsze pytanie dotyczy Where We Are Tour i występu w Polsce. Cieszycie się że u nas w końcu wystąpicie ?
Głos zabrał jako pierwszy Harry.
- Oczywiście, że się cieszymy na nasz występ w Polsce, który odbędzie się 23 lipca 2014r. Już dawno widzieliśmy Polskie flagi i
transparenty na koncertach po całym świecie - Harry obdarzył mnie swoim pięknym uśmiechem.
- Ale 23 lipca to ważna data dla One Direction, myślicie że Polish Directioners przygotują dla was niespodziankę ?
- Nie mamy żadnych oczekiwań, ale przyznam że byłoby to miłe - dodał Zayn.
- Nie musicie się obawiać, wiem co będzie niespodzianką i mam nadzieją, że nigdy nie zapomnicie tego występu w Polsce. 
- Uuuuuuuuuuu to już nie możemy się doczekać. A skąd wiesz co to będzie ? - zapytał Niall z iskierką w oku.
-  Jestem Polish Directioner i wiem że Polskie fanki są najlepsze, ponieważ najdłużej czekają na swoich idoli, a idole zawsze wyjeżdżają z Polski z mnóstwem wspomnień.
Wywiad trwał jeszcze jakąś godzinę. Kiedy już się ze wszystkimi żegnałam, Harry włożył mi do kieszeni karteczkę i powiedział ,, Call Me '' lekko ,, zahaczając ''ustami o mój policzek. 
Kiedy weszłam do domu od razu włączyłam internet i weszłam na stronę Polskiego Radia, bo wywiad miał być już dostępny. No i był. A pod nim 1000000 komentarzy. Wszystkie Polish Directioners dziękowały mi za ten cudowny wywiad.

                                         * * * Harry * * *
Kolejny męczący wywiad. Na początku nie chciałem tam iść, ale chłopcy mnie jakoś namówili i jestem im za to wdzięczny.
Kiedy weszliśmy do środka zobaczyłem ją. Dziewczynę o twarzy i głosie anioła. A w dodatku polka. Przez cały wywiad spoglądałem
cały czas na nią. Kiedy wywiad się skończył, byłem bardzo zawiedziony. Ale dałem jej mój numer telefonu i łudziłem się, że zadzwoni. Na wszelki wypadek wziąłem jej numer od jej przyjaciółki i dowiedziałem się jak się nazywa, [t...i...]. Piękne imię.
Minął już tydzień do wywiadu a [t...i..] nie zadzwoniła. Postanowiłem zrobić pierwszy krok.
 ,, Cześć ! Może wyszlibyśmy na kawę ?
Chciałbym Cię bliżej poznać.
Harry xxx ''

,, Dobrze, ale skąd  masz mój numer ? ''

,, Od twojej przyjaciółki.
Będę po Ciebie o 17 xxx''

* * *        * * * 
Sam Harry Styles zaprosił mnie na kawę. OMG. Przy sławnych osobach zachowywałam się normalnie. Nie robiło mi to różnicy. Ale to jest Harry przy którym serce wyskoczyłoby mi z piersi. Była 16:00, wzięłam szybką kąpiel, wyjściowy make up, wyprostowałam włosy i ubrałam się w to. Równo o 17 zadzwonił dzwonek do drzwi, poszłam otworzyć i zobaczyłam po prostu
anioła.
- Pięknie wyglądasz. Jedziemy ?
- Dziękuje, pewnie - odpowiedziałam oblewając się rumieńcem. Szłam w kierunku jego samochodu. Harry otworzył mi drzwi, wsiadłam i ruszyliśmy. Jechaliśmy jakieś 5 minut. Zatrzymaliśmy się obok Big Bena. Harry otworzył mi drzwi i poszliśmy na samą górę Big Bena. Zobaczyłam stolik dla nas, świeczki, płatki róż i
małą orkiestrę. Początek rozmowy był o nas. Po 10 minutach do Harrego przyszedł SMS.
- Odbierz może to coś  ważnego - zaproponowałam, uśmiechając się do niego.

* * * Harry * * *
[t...i...] tak jakby ,, pozwoliła '' mi odebrać tego SMS, więc to zrobiłem.
,, Powiedz jej to wreście
matole xo Louis ''

Ale skąd on wiedział co robię ? Co tam, zabrałem sie do roboty.
- [t...i...], wiem że znamy się niecały miesiąc, ale kiedy  pierwszy raz Cię zobaczyłem od razu poczułem motyle w brzuchu. Czegoś takiego nie czułem przy innych dziewczynach. Chyba że do Tay do niej czułe zupełnie coś odwrotnego. Ale do sedna. [ t...i...] chcesz być moją dziewczyną ?
- Oczywiście, że tak. Ale ja znam Cię od dawna, przecież jestem Directioner - Uśmiechnęła się do mnie uroczo.
Przyszedł kolejny SMS.
,, Pocałuj ją śledziu !!
       xx Niall ''   

* * *       * * *
Harry zabrał mnie na parkiet. Powoli przybliżał się swoim ciałem do mojego. Nagle nadszedł ten długo wyczekiwany moment. Harry wpił się w moje usta. To nie był zwykły pocałunek. Było w nim pełno pożądania i delikatności. Kiedy zakończyliśmy pocałunek zza choinek wyszli chłopcy i bili nam brawo. Harry wrzeszczał na nich. Ale ja właśnie za to ich kocham.   


wtorek, 21 maja 2013

24. Louis

Był późny wieczór. Wracałam od przyjaciółki. Nagle dostałam SMS.
,, Jestem w klubie. Wpadaj ! Mam dla ciebie niespodziankę ! ''
Były moje urodziny, więc czemu nie ?  Zaszłam na chwilę do domu, trochę się ogarnęłam. Ubrałam się w to, zrobiłam mocny make up. No i poszłam. Kiedy weszłam do klubu podbiegła do mnie [i..t...p...].
- Chodź szybko ze mną ! - krzyczała. 
- Okej, spokojnie - powiedziałam.
Szłyśmy jakieś 2 minuty. Nagle zobaczyłam balony, różne plakaty,
mnóstwo ludzi, a no środku stał on. Louis. Siedział smutny przy barze. A dlaczego ? Miesiąc temu widziałam zdjęcia jego z jakąś laską, jak się całują. Nie chciałam żeby się tłumaczył. Ale teraz widzę, że naprawdę tego żałuję. Podeszłam do niego. Usiadłam na siedzenie obok. Zamówiłam sobie wodę. On nadal ,, leżał '' na barze. Kiedy powiedziałam ,, Dziękuję '' do barmana Louis rozpoznał mój głos i podniósł głowę do góry. W jego oczach zobaczyłam te iskierki, iskierki nadziei.
- [ t....i...] ?! - powiedział ze łzami w oczch.
- Tak - odparłam sama powstrzymując łzy.
- Myślałem, że już nigdy Ciebie nie zobaczę. 
- Nie zobaczyłbyś gdyby nie [i...t...p...] - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, który przedostawał się przez moje gorzkie łzy.
- Ja Ciebie najmocniej przepraszam kochanie. Byłem cholernie pijany i to była fanka i się na mnie rzuciła.
- Mhm.
- Proszę wybacz mi. - łza spłynęła mu po policzku.
Teraz to i ja na dobre się rozkleiłam. Wytarłam jego łzę i pocałowałam go.
- Kocham Ciebie [t...i...].
- Ja też Ciebie kocham Louis. A teraz chodź do domu, bo się za tobą stęskniłam.- uśmiechnęłam się.
- Pewnie nasze łóżko szczególnie - puścił mi oczko. 
- Wariat - powiedziałam.
- Twój wariat - odpowiedział całując mnie. 



   
 
'' 23 lipca 2013 roku One Direction będą obchodzili 3 rocznicę powstania 1D... pewna Adminka Nelly wpadła na taki pomysł żeby w ten dzień każda Directioners robiła to co oni zazwyczaj... np :
1. Nie jadła łyżką. ( jak Liam )
2. Przeglądała się w każdym lusterku. ( jak Zayn )
3. Jadła bardzo, bardzo dużo. ( jak Nialler )
4. Była lekko zboczona xD ( jak Hazza )
5. Chodziła bez skarpetek. ( jak Lou )
6. Ubrała się tak, aby mieć na sobie ulubiony kolor każdego z 1D.
Chłopcy mają jeszcze więcej, dziwacznych, zwariowanych i śmiesznych nawyków, które możemy robić 23.07 dla pokazania wszystkim ( w tym 1D ) że my pamiętamy o rocznicy. ''

poniedziałek, 20 maja 2013

23. Harry

,, Jeszcze tylko 5 minut do końca lekcji '' - pomyślałam, z oburzeniem zamykając książkę. Cała klasa wraz z panią spojrzała na mnie za zdziwieniem.
- Ależ panno [t...i...], takie zachowanie nic Ci nie pomoże.
- Panie też nie pomoże, jak wszyscy wiemy, panie nie radzi sobie z uczniami i wysyła ich od razu do dyrektora.
Nauczycielka nic nie odpowiedziała i usiadła zapisując coś w swoim notatniku, po chwili znowu zabrała głos.
- Mam dla was zadanie w parach, tematem będzie Francja. Musicie opisać zabytki, jedzenie, kulturę.
Cała klasa zaczęła buczeć, ja też nie byłam zadowolona. Modliłam się aby nie być tylko z kimś ze szkolnej elity. Nareszcie upragniony dzwonek. Poszłam szybko do tablicy sprawdzić z kim jestem w parze. Wyszukałam swojego nazwiska i sprawdziłam tabelkę obok z kim jestem. Harry Styles. Tylko nie on, szkolna elita. Wyszłam z kolejki przepychając się łokciami, aby dojść do ukochanej pani profesor.
- Dlaczego on ? Nie mogę być z kimś innym ? - krzyczałam na nią oburzona.
- [t...i...] nawet jak będziesz krzyczeć nic nie zdziałasz, chyba że chcesz iść do dyrektora. 
- Czy mogłabym prosić panią o zmienienie mi partnera do pracy ? - zapytałam trochę łagodniej.
- Niestety nie, musisz pogodzić się z tą informacją.
Wyszłam z klasy z chęcią uderzenia w coś albo w kogoś. Wyszłam przed szkołę i zapaliłam papierosa. Kiedy doszłam do domu od razu rzuciłam się na łóżko, zastanawiając się ,, Dlaczego Ja? ''.
Nagle przyszedł SMS.
,, To co, dzisiaj o 19:00 u mnie.
Będę po Ciebie xxx ''
                                   Harry

'' Wolałabym się spotkać
na neutralnym gruncie ''

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
,, Ale u mnie w domu jest bardzo 
neutralnie, kiedyś lubiłaś  tu przychodzić xxx ''

Nie odpisałam mu już. Zastanawiałam się dlaczego to napisał, chciał mi przypomnieć, że kiedyś z nim byłam. Tak to prawda byłam z Harrym, bogatym, przystojnym chłopakiem za którym lata większa część żeńskiej części szkoły. Zerwałam z nim, ponieważ ja dorosłam do bardziej dojrzałego związku, a on była dzieckiem. Jego związek opierał się na trzymaniu się za ręce i całowaniu przy innych ludziach. Dochodziła 19:00, poszłam się szykować. Ubrałam się w to . Równo o 19 Harry zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć, zobaczyłam Harrego z ukazanym rządkiem białych ząbków. 
- A może zostaniemy u mnie ? - łudziłam się, że się zgodzi.
- Kotku, przecież wiesz, że nie lubię jak mi się ktoś sprzeciwie. Dobrze o tym wiesz
Nic nie odpowiedziałam tylko ruszyłam w stronę jego czarnego BMW. Harry oczywiście otworzył mi drzwi, wsiadłam i ruszyliśmy w stronę jego domu. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Kiedy podjechaliśmy pod jego dom, otworzył mi drzwi. Weszliśmy do środka, obdarzając się jedynie gromiącymi spojrzeniami.
-Napijesz się czegoś?- zapytał, ja jedynie kiwnęłam przecząco głową. Chwycił w dłonie butelkę wina i dwa kieliszki.
-To ma być projekt szkolny, a nie spotkanie towarzyskie- wysyczałam przez zęby. Ruszyłam do jego pokoju, nie oczekując na żadne zaproszenie. Otworzyłam dębowe drzwi. Nic się nie zmieniło. Ten sam beżowy odcień ścian i ciemnoczekoladowe meble. Podeszłam do komody, przyglądając się kolorowym fotografiom. Między różnorakimi ujęciami, dojrzałam nasze wspólne zdjęcie. Chwyciłam je w dłonie, mimowolnie uśmiechając się. Wszedł do pokoju i stanął tuż za mną. Jego obecność zdradził słodki zapach perfum.
-Po co trzymasz to zdjęcie?- zaśmiałam się nerwowo, gładząc gładką powierzchnię szybki.
-Wiele razy chciałem go wyrzucić, jednak sentyment jaki do ciebie mam, nie pozwala mi na to- opuszkami palców zagarnął włosy
opadające na moje ramiona. Złożył na mojej szyi krótki pocałunek, po czym oparł się o mnie głową.
-Co ty robisz? Chyba nie po to tutaj jestem- odsunęłam się, zachowując między nami bezpieczny dystans.
-Przyznaj, nadal chciałabyś ze mną być- odkorkował butelkę i nalał do kieliszków krwistej cieczy. Nie odpowiedziałam. A powinnam była zaprzeczyć. Jednak było coś, co mi na to nie pozwoliło.
-Lepiej, weźmy się do pracy. Chcę mieć to już za sobą- chwyciłam w dłonie teczkę- Najlepiej będzie, jeśli nadal nasze kontakty będziemy ograniczać do minimum. Podzielimy się tematami, każdy zrobi je sam i w ostatnim dniu spotkamy się i złożymy je w całość- mówiłam jednym tchem wpatrując się w ciemną posadzkę.
-Nie zgadzam się. To jest nasz wspólny projekt, więc zrobimy go razem- zmarszczył ciemne brwi. Przystawił do ust kieliszek i upił łyk wina.
-A co ty masz do zgadzania się czy nie. Po prostu nie chcę się z tobą spotykać, nie chcę cię widywać, dopiero co udało mi się wykreślić ciebie z życia, a tu nagle się w nim pojawiasz i mam sobie z tym radzić? Wybacz ale nie!- wykrzyczałam z trudem hamując łzy. Byłam zła. Na niego i na samą siebie. Dlaczego zawsze muszę tak gwałtownie i nieprzemyślnie reagować.
-Wiedziałem- zaczerpnął powietrza- Nadal ci na mnie zależy- zbliżył się kilka kroków. Dzieliła nas niebezpiecznie krótka odległość.
-Harry, proszę..- ściszyłam głos. Beznamiętnie wpatrywałam się w podłogę, próbując poukładać sobie w głowie wszystko to, co teraz czuję. Jednak to nie było takie łatwe. Natłok emocji, tych dziwnych uczuć nie pozwolił mi realnie myśleć i zachowywać się w odpowiedni sposób.
-Ja też nie chcę do tego wracać- tuż nad uchem, usłyszałam ten przenikliwy głos. Poczułam jego ciepły oddech, drażniący moją skórę- Może po prostu zapomnijmy, zacznijmy od nowa- opuszkami palców dotknął mojego ramienia. Niepewnie skinęłam głową. Nawinie i łatwowiernie zgodziłam się na to, chociaż wiedziałam jakie mogą być konsekwencje.
Przeglądałam kolejną encyklopedię, wyszukując coraz to ciekawszych miejsc we Francji. Kościoły, muzea, teatry, place.. a najchętniej wszyscy pozwiedzaliby najdroższe sklepy, zrobili zakupy i wrócili do domu. Niestety taki przedmiot jak Wiedza o kulturze, nie przewiduje w planie wycieczki punktu zwanego 'leniuchowanie'. A szkoda.
-Masz coś ciekawego?- usłyszałam jego chrypliwy głos. Otrząsnęłam się z moich myśli.
-No właśnie nie..- zamknęłam grubą książkę i rzuciłam ją w kąt.
-Już myślałem, że coś znalazłaś. Uśmiechałaś się, jakbyś dokonała ciekawego odkrycia- zaśmiał się wertując kolejne encyklopedie.
-Niestety, nic z tego. W sumie to z każdą chwilą mam coraz większa ochotę by zwiedzić romantyczną Francję. Piękny kraj. Piękni mężczyźni..- na te słowa rzucił we mnie poduszką.
-Ej! Kochanie, przed tobą siedzi przystojny mężczyzna. Doceń to- zmarszczył brwi.
-Którego nienawidzę i mam ochotę zabić. Racja, ciekawe- odburknęłam, hamując śmiech.
-Którego w tej nienawiści kochasz jak nikogo innego- zlustrował mnie wzrokiem, powodując zimny dreszcz przeszywający moje ciało na wskroś.
-Nie przesadzasz?- astmatycznie zaczerpnęłam powietrza. W momencie serce podskoczyło mi gardła. Przegiął i to mnie zabolało. A może po prostu znów miał rację..
-Słońce, doskonale wiem co mówię- wstał z miejsca i podszedł do mnie- każdy mój ruch, dotyk, słowo działa na ciebie jak nic innego. Nawet muśnięcie ręki powoduje dreszcz..- nonszalancko uniósł palec i musnął nim moje ramię. Zadrżałam. Nerwowo pogładziłam swoją rękę, uwalniając się od gęsiej skórki.
-To o niczym nie świadczy- wysyczałam przez zęby. Co on sobie myślał? Że przyznam mu rację? Miał nadzieję, że powiem jak bardzo mnie pociąga? Liczył na zbyt wiele z mojej strony. Czułam się beznadziejne. Żenujące było to, że miał rację. Doskonale wiedział co czuję i jak na mnie działa. Miał świadomość tego, jak bardzo jest przystojny i jak idealne jest jego ciało w każdym, nawet najmniejszym szczególe. 
-Dlaczego się tak na mnie patrzysz?- zaśmiał się po czym dmuchnął mi w oczy. Fakt, patrzyłam na niego, ale myślałam o czymś zupełnie innym. Dopiero teraz zorientowałam się, jak niebezpiecznie mała odległość dzieli nasze twarze. Odsunęłam sie delikatnie, jednak natarczywie chwycił mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Nasze czoła stykały się teraz. Czułam na
swojej skórze jego ciepły oddech. Przymrużyłam powieki, starając się opanować swoje emocje. Kolejny raz zaśmiał się, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów. Kciukiem przetarł mój rozgrzany do czerwoności policzek.
-Z czego ty się śmiejesz..- odsunęłam się od niego. Usiadłam na podłodze i podkuliłam nogi.
-Zabawna jesteś- usiadł tuż obok mnie- taka słodka, kochana- pogładził moje ramię. Ja niewzruszona, nadal beznamiętnie wpatrywałam się w ciemnoczekoladową komodę- Trochę zagubiona..
-Nie prawda. Doskonale wiem czego chcę. To ty jesteś marny. Próbujesz się dowartościować mówiąc, że na ciebie lecę, kotku..- zaakcentowałam i okręciłam wokół palca kosmyk jego lśniącym włosów- Wszyscy cie uwielbiają, chcą się z tobą przyjaźnić. Jednak tobie czegoś brakuje. Czyżby nasz Mały Książę dorósł? Może nareszcie potrzebujesz czegoś więcej oprócz wiecznej zabawy, rozrywek i beztroskości?
-Seksownie wyglądasz gdy prawisz mi takie morały. Niby statyczna, opanowana.. ale zadziorna kocica- opuszkami palców dotknął moich lepkich warg.
-Nie zmieniaj tematu. Powiedz. Dorosłeś? Zrozumiałeś coś? Może doznałeś olśnienia? Mały Książę..- powtórzyłam z dezaprobata i zaśmiałam się.
-Przeginasz.. ale podoba mi się to- wysyczał przez zęby. Brutalnie chwycił mnie za podbródek i uniósł, tak by mógł spojrzeć w moje oczy. Jego elektryzujący wzrok całkowicie zawładną moim umysłem- jesteśmy tacy sami. Po raz kolejny to dostrzegam.
-Nie obrażaj mnie kochany- odepchnęłam go od siebie. Jednak jakaś niewytłumaczalna, magiczna siła podpowiadała mi że nie powinnam była tego robić. Miałam ochotę zrobić coś zupełnie odwrotnego.
-Dystans który chcesz między nami zachować, z każdym dniem pociąga mnie coraz bardziej..- desperacko chwycił mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie- takie przepychanki, czekanie i zwlekanie, sprawia że później będzie większa przyjemność.
-Nie licz na nic- zaśmiałam się i cmoknęłam go w czubek nosa- nic później nie będzie..
***
Wypakowałam wszystkie rzeczy z szafki i ruszyłam do sali lekcyjnej. Na pierwszych dwóch godzinach angielski. Katorga. Przemierzałam szkolny korytarz, gdy nagle moim oczom ukazał się Harry. Od tygodnia nie było go w szkole. Mimo to popołudniami spotykaliśmy się i tworzyliśmy nasz projekt. Nie wiedziałam dlaczego go nie ma. Ani on, ani ja nie zadawaliśmy sobie wścibskich pytań. Mimo to jego obecność mnie ucieszyła. Jak zwykle, otoczony swoimi najlepszymi przyjaciółmi, stał oparty o ścianę rozmawiając i co chwilę wybuchając głośnym śmiechem. Zwolniłam nieco kroku, spoglądając w jego stronę. Obdarzył mnie swoim piorunującym spojrzeniem. Lekko zadrżałam. Sama nie wiem dlaczego. Byliśmy przecież tylko znajomymi.
-Cześć Harry- rzuciłam lecz nic nie odpowiedział. Usłyszałam tylko cichy śmiech jego paczki. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w jego przenikliwe, szmaragdowe tęczówki. Jedyne co zrobił, to pokiwał głową. Delikatnie otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć.. ale szybko zrezygnował i powrócił do rozmowy ze swoimi przyjaciółmi. Poczułam się okropnie. Moje serce biło jak oszalałe, czułam że zaraz eksploduję, że po prostu sie rozpłaczę. Jednak wiedziałam, że nie mogę. Skierowałam się w stronę klasy. Usiadłam na swoim miejscu. Zaczęłam przeglądać zeszyt, próbowałam się zając jednak i to nie pomogło.

Ten dzień mijał wyjątkowo powolnie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, ani z nikim się widzieć. Marzyłam by wrócić do domu i pójść spać. Nareszcie nadeszła oczekiwana chwila. Ostatni tego dnia dzwonek. Z całej siły popchnęłam szklane drzwi i już po chwili znalazłam się na podwórku szkolnym. Wyminęłam uczniów i skierowałam się w stronę domu.
-{T.I.}, poczekaj!- usłyszałam za sobą jego głos. Bez zastanowienia przyspieszyłam kroku. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, nie chciałam słuchać jego tłumaczeń ani usprawiedliwień. Po prostu nie miałam na to siły.
-Nie chcę z Tobą rozmawiać- wydukałam z trudem hamując łzy napływające do moich oczu. Sama nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Może nadal mi na nim zależało? Może nadal łudziłam się, że mamy jakieś szanse na przyjaźń? Przecież nic mi nie obiecywał, nie przyrzekał. Jedyne co powiedział, to że chce zacząć od nowa..
-Posłuchaj mnie!- chwycił mnie za łokieć i odwrócił. Dopiero teraz mógł na mnie spojrzeć.
-W co ty ze mną grasz?- zapytałam, uspokajając spazmatyczny oddech. Milczał. Poluźnił uścisk i spuścił wzrok- W co się chcesz bawić? W znam cię w domu ale w szkole już nie?- szarpnęłam go za ramiona. Mocno chwycił mnie za nadgarstki i przywarł do mnie całym swoim ciałem.
-To nie takie łatwe, zrozum..
-Co nie jest łatwe? To, że nie odpowiesz mi 'cześć', bo już nie należę do tej chorej grupki?- zaśmiałam się i wyswobodziłam z jego uścisku- Otrząśnij się, wróć na ziemię. Cały świat nie będzie się kręcił wokół ciebie, zrozum to wreszcie.
-Ty tego nie zrozumiesz- wyszeptał prawie bezgłośnie.
-Czego? Tego, że nie znasz żadnych cenniejszych wartości? Że nie wiesz co to przyjaźń, miłość? Może powinieneś..
-Wiem co powinienem. Powinienem cię przeprosić..- wyszeptał prawie bezgłośnie. Odepchnęłam go od siebie i ruszyłam w kierunku mojego domu. Krzyczał, wołał. Prosił bym go wysłuchała. Jednak zebrałam w sobie tyle siły, że byłam w stanie iść przed siebie bez względu na niego.
Punktualnie o 19 zadzwonił na dzwonek. Zeszłam na dół i niepewnie otworzyłam mahoniowe drzwi. Stał oparty o futrynę, zawadiacko uśmiechając się, jakby nigdy nic się nie stało.
-Słucham?- zmierzyłam go wzrokiem. Liczyłam, że okaże odrobinę skruchy, jednak doskonale wiedziałam czego mogę sie po nim spodziewać.
-Tak sobie pomyślałem, że skoro robimy projekt wycieczki do Francji , to może powinniśmy bliżej poznać kulturę tego państwa- zmrużył oczy, po czym nonszalancko poprawił włosy.
-I co w związku z tym?- zaśmiałam się. Byłam w tym wszystkim zła na samą siebie. Zbyt mocno na mnie działał, zbyt szybko mu ulegałam. Sprawiał, że nie potrafiłam być na niego obrażona, nawet przez chwilę.
-Zabieram cię na wycieczkę po Francji !
-Chyba palcem po mapie..- założyłam ręce.
-To też.. Ale głównie poznamy muzykę, jedzenie i porozmawiamy na temat tego pięknego kraju. Wchodzisz w to słońce?- nachylił się tuż nade mną. Rzucił mi krótkie spojrzenie, po czym bez wahania wyprowadził mnie na zewnątrz, zamknął drzwi, podniósł mnie na rękach i zaniósł w stronę samochodu.
-Czy ty nie pozwalasz sobie na zbyt wiele?- zaśmiałam się i
uwolniłam się z jego objęcia- Powinnam przywołać cię do porządku. Jesteś niegrzeczny..
-Niegrzeczny to ja dopiero mogę być- spojrzał na mnie, lustrując dokładnie każdą cząstkę mojej twarzy. Niepewnie uniósł dłoń i odgarnął kosmyk moich włosów, opadających na twarz. Przywarł do mnie swoim ciałem. Zadrżałam czując na swojej skórze jego ciepły oddech.
-Jedźmy już- delikatnie odepchnęłam go od siebie. Czułam, że powinniśmy zachować dystans. Taki natłok emocji i wrażeń, mógł doprowadzić jedynie do czegoś złego. Niepewnie wsiadłam do samochodu. Milcząc wpatrywałam się w widoki za szybą. Jednak i to było mało interesujące. Czułam na sobie jego wzrok. Raz po raz posyłałam mu niewinne uśmiechy, jednak nie chciałam by wiedział, że na niego patrzę. Od razu oblewałam sie parzącym rumieńcem.
-Gdzie jesteśmy?- zapytałam gdy samochód się zatrzymał.
-Zobaczysz- obdarował mnie tajemniczym uśmiechem i podał mi dłoń. Ruszyliśmy przed siebie. Na dworze panował półmrok. Szliśmy polaną. Dookoła panowały pustkowia, dało się słyszeć tylko ciche odgłosy natury. Nagle moim oczom ukazał się koc i koszyk z jedzeniem. Przykucnął i zapalił kilak świeczek.
-Kiedy to przygotowałeś?
-Byłem tutaj chwilę wcześniej.. Co o tym sądzisz? Francuskie wino, przekąski. Jeśli będziesz chciała to będzie muzyka- usiadł na kocu, a ja tuż obok niego. Tysiące myśli, setki uczuć. Wszystko kotłowało się we mnie tworząc mieszankę wybuchową. Nienawidziłam go, ale w tym wszystkim czułam, że jest dla mnie ważny. Naiwnie daję się nabrać na jego sztuczki, wiedząc że tak naprawdę znaczę dla niego niewiele.
-Dlaczego mnie tutaj zabrałeś?- wydukałam niepewnie, przystawiając do ust kieliszek wina. Zacisnęłam wargi na kruchym szkle. Bałam się odpowiedzi? Tego, że powie coś głupiego, coś co mnie zaboli? Sama nie wiem.
-Po prostu, chcę z tobą spędzać czas. Jesteś dla mnie ważna chcę ci to udowodnić- ciepłą dłonią pogładził moje ramię. Zadrżałam pod jego dotykiem.
-Mówisz tak bo jesteśmy tu sami, z dala od twoich przyjaciół, znajomych- powiedziałam drżącym głosem.
-{T.I}, to nie tak.
-A jak? Manipulujesz mną, wykorzystujesz moją naiwność i łatwowierność. Bawisz się moimi uczuciami. Przecież ja cię doskonale znam..- przymknęłam powieki, hamując łzy.
-Ty nic nie rozumiesz- ciepłymi dłońmi ujął moje policzki.
-Może po prostu nie chcę? Może boję się, że kiedyś..- nie wypowiedziałam ostatnich słów. Poczułam na swoich ustach jego lepkie wargi.
-Dlaczego nie powiesz wprost, że ci się podobam? Że nadal coś do mnie czujesz?- zapytał i łapczywie zaczerpnął powietrza. Poczułam na sobie ciepło bijące od jego ciała. Delikatnie ucałował kącik moich ust. Jęknęłam cicho. Desperacko przyciągnęłam go do siebie oddając pocałunek. Nie wiem dlaczego. Nie potrafiłam inaczej. Podobał mi się, pragnęłam go, ale nie mogłam się do tego przyznać. Mogłam dać mu do zrozumienia, że go pożądam, ale nie mogłam tego powiedzieć wprost.
-A ty? Dlaczego tego nie powiesz?- zapytałam lecz zamknął moje usta głębokim pocałunkiem. Okręcił wokół palca skrawek mojej koszulki i zwinnie uniósł go do góry. Już po chwili zdjął ją ze mnie. Chłodnymi dłońmi wodził po moim rozgrzanym ciele. Pchnął mnie
na ziemię, całując skrupulatnie każdy centymetr mojego dekoltu. Westchnęłam głośno, wpijając swoje palce w jego plecy. Nie zwlekając dłużej, zerwałam z niego białą koszulkę. Delikatnie muskałam dłońmi jego idealne ciało. W pełni oddałam się narastającemu uczuciu. Jednak po chwili otrząsnęłam się.
-Harry, nie powinniśmy- spojrzałam w jego błyszczące tęczówki. Jego źrenice momentalnie sie powiększyły. Podparł się na rękach. Jego kosmyki opadały na nasze zbliżone do siebie twarze.
-Nie rozumiem.
-Po prostu nie chcę byś potraktował mnie jak przedmiot. Rzecz którą można się pobawić a później wyrzucić- przetarł dłonią mój policzek.
-Nie zrobię tego. Obiecuję..- wyszeptał tuz przy moi uchu. Przywarł do mnie swoim ciałem. Poczułam szybkie bicie jego serca. Pogładziłam dłońmi jego plecy. To sprawiło, że syknął i brutalnie przygryzł moją wargę. Zaśmiałam się i z wpiłam się w jego usta oddając pocałunek. Po omacku odnalazł zapięcie moich spodenek, rozpiął je szybko i zsunął ze mnie, pozostawiając mnie w samej bieliźnie. Uniósł się, pozwalając mi spokojnie odetchnąć. Z pożądaniem przyjrzał się mojemu półnagiemu ciału. Znów nachylił się nade mną i najpierw delikatnie musnął moje wargi, by później brutalnie wtargnąć językiem do moich ust. Jęknęłam i naprężyłam swoje ciało. Uśmiechnął się i wyszeptał krótkie
'kocham cię'. Zaśmiałam się czując, że już nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia.

piątek, 17 maja 2013

22. Zayn

*UWAGA! pewna dość istotna kwestia przed przeczytaniem: jesteś pijana ;D







Nie pamiętam za bardzo, jak znaleźliśmy się w moim domu. Może weszłam tam sama, a może mnie zaniósł? Miałam nadzieję, że to drugie. Miałabym przynajmniej co wspominać. Wiem tylko, że na pewno wniósł mnie po schodach i posadził na łóżku, ściągając moje buty.

- Możesz ściągnąć ze mnie wszystko, nie krępuj się – zachichotałam cicho.

Zayn uśmiechnął się do siebie, ale nie zrobił tego. Taki grzeczny chłopczyk. Słodziak.

Usadowiłam się na łóżku, przykryta do połowy kołdrą, a on usiadł koło mnie i zmierzył mnie wzrokiem, zapewne oceniając mój stan. Nie było tu co oceniać – nie byłam pijana! Nigdy nie widział człowieka, który dobrze bawił się na imprezie?! Trochę mnie tym gapieniem się irytował, ale ten wyraz twarzy o czymś mi przypomniał. 

- Jesteś taki piękny… - szepnęłam, przesuwając opuszkami palców po jego policzku.

- Za to ty jesteś kompletnie pijana – odparł, trochę zmartwiony, a trochę rozbawiony.

- Bardzo przystojny… - ciągnęłam. - Nie dziwię się tym wszystkim dziewczynom, które się w tobie zakochują… Masz w sobie to coś… Ty wiesz, że mi się podobasz, prawda? Jak na ciebie patrzę… to czuję takie… takie motylki w brzuchu… Tylko nikomu nie mów – przyłożyłam palec do ust. – Byliby na mnie źli… Zachowamy to w tajemnicy, dobrze?

- Dobrze – odrzekł, uśmiechając się pobłażliwie. – A teraz połóż się jak grzeczna dziewczynka i idź spać.

- Nie chce mi się spać – odparłam naburmuszona, chociaż oczy już mi się zamykały. – Chcę z tobą porozmawiać… Jesteś śliczny… Bardzo przystojny – powtórzyłam. – Wiesz, że mi się podobasz?

- Wiem. Połóż się już – był coraz bardziej rozbawiony.

- Nie chce mi się spać… Masz bardzo ładne oczy… I fajne usta... Fajne, fajne… Mogłabym cię teraz pocałować… Proszę?!

- [T.I.], dziecko, idź spać, póki grzecznie cię proszę.

- A co zrobisz, jak nie pójdę? Bardzo mi się nie chce… Moglibyśmy zaszaleć… Napić się… Pocałujesz mnie? – nastawiłam usta i przymknęłam powieki. 

- Otwórz oczy. Nikt tu się nie będzie dzisiaj całował.

Zdecydowanie zbyt grzeczny… Słodziak, chciał udawać teraz, że nie chce dać mi buzi? Przecież wiedziałam, że chce…

- Nie chcesz dać mi buziaka?! Przecież ci się podobam… Podobam ci się, nie? Pocałuj mnie teraz, dobrze?

Westchnął tylko i przykrył mnie kołdrą.

- [T.I.], powtarzam ci to ostatni raz. Idź spać, zanim stracę cierpliwość – rzekł karcąco i wywrócił oczami.

- Pójdę, jak dasz mi buziaka… Jesteś bardzo śliczny… - zaczynał mnie nudzić tym swoim uporem.

- Dosyć.

Wybuchłam niepowstrzymanym chichotem. Był taki śmieszny z poważną miną i tym głosem starszego braciszka. Chciałabym mieć braciszka. To musi być niesamowicie śmieszne.

- Połóż się spać, bo sobie pójdę – rzekł w końcu.

Przestałam się śmiać i spojrzałam na niego błagalnie.

- Nie zostawiaj mnie… Śliczny chłopaku… Będę grzeczna… Jak pójdę spać, to zostaniesz?! I dasz mi buziaka?

- Tak, dam ci buziaka, ale jutro – odparł.

- Dobra… Ale nie wychodź.


- Śpij.

- Nie wyjdziesz? – spytałam, chcąc się upewnić.

- Nie. Jak pójdziesz już spać, to zostanę.

- Okej. Dobranoc, chłopaku, który bardzo mi się podoba.

- Dobranoc – zaśmiał się, gasząc światło.

Przewróciłam się na drugi bok i jęknęłam, czując jak coś rozdziera mnie od środka. Co się stało z moją głową?! Już dawno tak mnie nie bolała. Uderzyłam się wczoraj. Może przewróciłam? Albo… upiłam?! Otworzyłam niechętnie oczy, chociaż nie zamierzałam wstać. Ale jeśli teraz było ze mną tak źle, to kto wie, gdzie mogłam wczoraj zasnąć.

Dookoła było już jasno. Zmrużyłam oczy i wsparłam się na łokciach.

- No, wreszcie – usłyszałam czyiś głos.

- Zayn?! Co ty tutaj robisz?! – zerwałam się z łóżka, ale zakręciło mi się w głowie, więc znowu się położyłam.

Chłopak siedział na podłodze, oparty plecami o moje łóżko. Przeglądał jakąś książkę, którą pewnie znalazł na biurku. Nawet się nie odwrócił.

- Nigdy nie zrozumiem, co kobiety widzą w romansidłach – mruknął, ze zniesmaczoną miną przewracając kolejną stronę.

- Zayn! – jęknęłam, krzywiąc się z bólu.

Spojrzał na mnie z zainteresowaniem i rozbawieniem.

- Boli? Powinienem chyba powiedzieć, że mi przykro, ale należy ci się. Odechce ci się tak bawić – mruknął z dziwnym zadowoleniem, wracając do lektury.

Och, cóż za wielkoduszność.

- Co ty tu robisz? – spytałam znowu.

- Hmm, no nie wiem. Nie spodoba ci się to – odparł, uśmiechając się pod nosem.

- Zayn, nie utrudniaj.

Znowu się skrzywiłam. Głowa bolała mnie jak nigdy. Rzadko zdarzało mi się bawić z taką ilością alkoholu jak wczoraj, bo – jak widać – niezbyt dobrze to na mnie wpływało. Gorsze od bólu było jednak to, że kompletnie nie pamiętałam, co stało się wczoraj.

- Okej. Cóż, po prostu nie chciałem sprawić ci przykrości. Błagałaś mnie, żebym został z tobą na noc, a wiesz, że nie mam zwyczaju odmawiać pięknym kobietom.

Wywróciłam oczami, chociaż zmartwiłam się nie na żarty. Błagałam go, żeby został u mnie na noc? Miałam nadzieję, że to nie była prawda…

- Nie uwierzę. Zresztą, wiem, że oprócz zwyczaju spełniania marzeń pięknych kobiet, masz też zwyczaj ubarwiania historii – odparłam, przewracając się na bok, żeby móc lepiej go widzieć.

Uśmiechnął się kącikiem ust i pokręcił głową, nie odwracając wzroku od książki.

- Nie sądzę. A dla twojej wiadomości – to jest ta bardziej przyzwoita wersja wydarzeń.

Moja mina zrzedła. Nie wyglądał jakby żartował.

- A ta mniej przyzwoita? – spytałam, niby to żartem, ale cała się spięłam.

- Nie ekscytuj się tak, [T.I.]. Zostawię to dla siebie. To zbytnio ujęłoby twojej niewinności – odparł z tym swoim złośliwym uśmiechem.

- Zayn…  - szepnęłam, starając się przyjąć jak najbardziej uwodzicielski ton głosu – Proszę, powiedz mi, co się stało wczoraj wieczorem.

Spojrzał na mnie w końcu, z miną jednocześnie rozbawioną i zdziwioną.

- I co, będziesz ze mną teraz flirtować?! Zachowaj dla siebie swój urok osobisty, na nic się tu nie zda – mruknął, znowu wczytując się w lekturę.

- Zayn… - zaczęłam znowu, błądząc palcem bo jego szyi.

Siedział niewzruszony i przewrócił kolejną kartkę.

Cholera, czy na niego naprawdę to nie działało? Ostatnio odnosiłam wrażenie, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Już dawno przestałam udawać, że jest dla mnie zwyczajnym przyjacielem czy kumplem. Ale jeśli wczoraj powiedziałam mu coś, czego będę teraz żałować…

Przybliżyłam się do niego na łóżku, niemal uwieszając na jego ramieniu, nadal muskając opuszkami palców jego twarz. Szczerze? Moje serce waliło jak oszalałe.

Dotknęłam lekko jego powiek. Nie mogłam opanować drżenia dłoni.

- [T.I.], przeszkadzasz mi – mruknął rozbawiony. – Zresztą, odnoszę wrażenie, że to, co robisz, podnieca cię bardziej niż powinno.

- Nie jestem podniecona – fuknęłam, naburmuszona.

Zabrałam ręce z jego twarzy i wsunęłam się pod kołdrę.

Nie dość, że nie chciał mi powiedzieć, co zrobiłam wczoraj wieczorem, to w dodatku twierdził, że podniecam się, dotykając go! Szczyt bezczelności.

- Byłam pijana – rzekłam w końcu chłodno.

- To akurat wiem. Nie dało się nie zauważyć – odparł z sarkazmem.

- Cokolwiek zrobiłam, bądź powiedziałam – ciągnęłam – pamiętaj, że nie byłam trzeźwa i nie myślałam trzeźwo.

- To też wiem. Na trzeźwo nigdy nie powiedziałabyś mi tego, co powiedziałaś wczoraj – nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że się szczerzy.

Zadrżałam na samą myśl o tym, co mogłam mu wczoraj powiedzieć. Ile byłam w stanie mu wyznać, będąc nietrzeźwą? Miałam nadzieję, że chociaż nie…

- Więc zamiast zgrywać chojraka, może powiedziałbyś mi w końcu, co ci wczoraj nagadałam?! – mruknęłam z nieukrywaną ironią.

Odwrócił się i zaśmiał.

- Zgrywanie chojraka, to akurat ostatnie, co mnie w życiu obchodzi.

- Doprawdy?!

- Mogę powiedzieć ci parę szczegółów, jeśli chcesz – uśmiechnął się złośliwie.

Odłożył książkę, którą trzymał w ręku i usiadł naprzeciwko mnie na łóżku.

Zmierzyłam go wzrokiem.

- Zabrałem cię wczoraj z chłopakami na imprezę…

- Zayn, nie wygłupiaj się do cholery – przerwałam mu.

Spuścił głowę i uśmiechnął się.

- Piłaś, i piłaś, i piłaś… Cholera, tak rozmownej nigdy dotąd cię nie widziałem. Tańczyliśmy… Hmm, przetańczyliśmy razem cały wieczór. Dziewczyno, tańczysz nieziemsko – jego uśmiech mówił mi, że nie chcę pamiętać sposobu, w jaki z nim tańczyłam. – Ale koło 2.00 nad ranem stwierdziłem, że jeśli wypijesz jeszcze choć kroplę, to może się to skończyć dla nas… sama rozumiesz. Zresztą, proponowałaś mi przeróżne rzeczy tego wieczoru.

Oblałam się rumieńcem i pożałowałam, że w ogóle zapytałam go o ten wieczór.

- Odstawiłem cię do domu. Chłopcy jeszcze zostali. Zaniosłem cię do twojego pokoju i próbowałem odejść, ale mi nie pozwoliłaś – skończył, wzruszając ramionami.

- I..?

- I co?

- Zrobiłam coś jeszcze, o czym mi nie powiedziałeś – mruknęłam.

Widziałam to w jego oczach. Zdał mi ogólną relację, ale nie powiedział niczego konkretnego.

- Powiedziałem ci już, że pewne rzeczy zachowam dla siebie – uśmiechnął się.

- Mam prawo wiedzieć! – zirytowałam się.

- Naprawdę tego chcesz? – spytał.

Chciałam i nie chciałam. Denerwowało mnie, że nie chce mi powiedzieć o tym, co robiłam wczoraj, chociaż nie tylko miałam do tego pełne prawo, ale też powinnam to wiedzieć. Z drugiej strony, trochę się bałam usłyszeć, co ma mi do powiedzenia. Byłam w rozterce. Ale skoro już tego zażądałam, to nie miałam najmniejszego zamiaru się cofnąć.

- Tak – odparłam, zawahawszy się.

- Wczoraj wieczorem wyznałaś mi miłość. Nie chciałem mówić ci tego wczoraj, bo i tak niewiele byś zapamiętała, ale…

Przybliżył się do mnie i wziął mnie pod brodę, patrząc mi przy tym prosto w oczy. Uśmiechnął się niepewnie i przygryzł wargę. Wyglądał wtedy tak… uroczo?

Moje serce zabiło szybciej.

- Powiem ci to teraz. Zależy mi na tobie, jak na nikim innym. Chcę spędzać z tobą każdą chwilę mojego życia, chcę przytulać cię, całować, chronić przed tym, co ci zagraża. Chcę ciebie. I wiem, że to marna okazja, żeby ci to powiedzieć, ale jeśli nie zrobiłbym tego teraz, to nie wiem, czy miałbym kiedykolwiek odwagę…

- Ja też cię kocham, Zayn – przerwałam mu, całując go.

Siedzieliśmy właśnie z Zaynem w moim salonie, oglądając jakiś nudny horror. Nie przepadałam za tym gatunkiem, ale były wakacje, a w telewizji nie było naprawdę nic poza masowymi powtórkami seriali, teleturniejami i oczywiście reklamami. Na stoliku przed nami stała miska z popcornem, ale żadne z nas nie miało ochoty na jedzenie, jedyne o czym teraz marzyłam był sen.

Ale pewna myśl nie dawała mi spokoju. Głowiłam się nad tym już od dwóch godzin, czyli od momentu, w którym Zayn wyznał mi miłość. Tak, od tej niezapomnianej chwili mijały właśnie równe dwie godziny. A ja wciąż miałam w głowie mętlik związany z…

- No…?

- Co? – spojrzał na mnie z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.

- Masz jakiś plan? – spytałam, wpatrując się w niego wyczekująco.

- Plan związany z czym?

Jęknęłam, starając się zachować spokój i wysilić się na odrobinę cierpliwości. Czy to nie było oczywiste, że potrzebujemy jakiejś strategii? Przecież nie mogliśmy tam tak po prostu wejść, jak gdyby nigdy nic.

- Zayn – zaczęłam powoli, mając nadzieję, że tym razem zrozumie – zamierzasz powiedzieć o nas chłopakom?

- Oczywiście, że tak.

Uśmiechnął się do mnie radośnie, obejmując mnie ramieniem. „Ta rozmowa będzie naprawdę ciężka” pomyślałam tylko, ponownie usiłując zwrócić na siebie jego uwagę. Po tym, co się stało, był niesamowicie rozkojarzony i jednocześnie szczęśliwy. Z drugiego faktu byłam zadowolona, ale doszłam do wniosku, że w jego przypadku sprawdza się przysłowie, że miłość odurza i takie tam…

Gapił się z dziwnym wyrazem twarzy w ekran telewizora, przeskakując z kanału na kanał w poszukiwaniu czegoś ciekawego.

- I…? – drążyłam.

- Kochanie, naprawdę nie nadążam za twoim tokiem myślenia – stwierdził, przypatrując mi się uważnie.

- Masz co do tego jakiś plan?

Musieliśmy ustalić jakąś wersję. Chłopcy nie mieli pojęcia o tym, że jesteśmy razem, więc trzeba było jakoś ich o tym powiadomić. A to – zważając na ich temperament – mogło nie być łatwe.

Przyglądałam mu się z rosnącym zniecierpliwieniem.

- Plan? – powtórzył głupio, nadal nie mając pojęcia, o co mi chodzi.

- Boże  - przymknęłam powieki, biorąc głęboki wdech. – Tak, plan.

- Zamierzałem… Sam nie wiem. Przyprowadzić cię do nas dzisiaj i powiedzieć, że jesteśmy razem? – zasugerował niepewnie.

- Genialne – rzuciłam z sarkazmem.

- Dobrze, masz coś lepszego?

O tak, miałam. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie poprosić Liama, żeby o wszystkim im powiedział i jakoś ich psychicznie przygotował, w końcu on jeden powinien – powinien! – zachować się normalnie. Za resztę nie dałabym głowy. Wtedy pojechalibyśmy tam, jak gdyby nigdy nic i nawet nie musielibyśmy się odzywać! To był plan idealny!

Jeden z miliona podobnych. To głupie, ale bardzo bałam się tego, jak mogą zareagować chłopcy. Co jeśli nie zaakceptują tego związku? Co jeśli zmienią swoje nastawianie do mnie albo, co gorsza, uznają, że chcę w ten sposób zniszczyć ich zespół? Podobne obawy sprawiały, że na plecach miałam ciarki. Nie chciałam ich stracić. A już na pewno nie poradziłabym sobie z rozstaniem z Zaynem. Swoja drogą, to nieco dziwne, że myślałam tak po kilku godzinach bycia razem…

- Nie – odparłam, smutniejąc.

- Kochanie, podczas rozmowy z nimi tylko improwizacja może odnieść skutek – szepnął, chowając twarz w moich włosach.

 - Dobra. Będziemy improwizować – mruknęłam.



***

- Nie wejdę tam! – warknęłam, kurczowo trzymając się płotu.

- Kochanie, nie panikuj – Zayn próbował zapanować nad sytuacją i jednocześnie odciągnąć mnie od ogrodzenia.

Staliśmy właśnie przed kompleksem chłopców. Właściwie, trudno było nazwać to staniem…

Byłam przerażona. Po raz pierwszy w życiu byłam kompletnie przerażona! Nie miałam najmniejszej ochoty tam wchodzić i „improwizować”. Wiedziałam z resztą, że to się nie uda, a Malik najzwyczajniej w świecie kłamie, żeby jakoś odbębnić tę formalną część spotkania. „Chłopaki, [T.I.] i ja jesteśmy razem”, „[T.I.] jest od dzisiaj moją dziewczyną”… Te potencjalne wypowiedzi mroziły mi krew z żyłach! Nie miałam najmniejszego pojęcia, co zamierza im powiedzieć, ale wiedziałam, że nie ujdzie nam to na sucho. To było po prostu niemożliwe, gdy w grę wchodzili ONI.

Gdy wsiadałam do samochodu, byłam pewna, że dam sobie radę. Może raczej wmawiałam sobie, że dam sobie radę. W każdym razie, byłam optymistycznie nastawiona do tej wizyty i czułam, że się uda. Czułam. Bo podczas jazdy zdążyłam zmienić swoje nastawienie, snując katastroficzne refleksje i przywołując najczarniejsze wizje. Tak więc, gdy tylko wyszliśmy z auta, przykleiłam się do tego oto płotu odgradzającego kompleks chłopców od ulicy, kategorycznie twierdząc, że nie dam się zaciągnąć do środka.

- Po prostu wejdziemy tam i im powiemy – Zayn jedną ręką gładził moje włosy, drugą zaś próbował rozpleść moje owinięte wokół prętów place.

- Nie! – mruknęłam, z zawziętością zaciskając dłonie.

Wtedy do naszych uszu dobiegło ciche chrząknięcie. Odwróciłam się w stronę, z której ono dobiegało i zobaczyłam… Niallera dzierżącego w ręku paczkę chipsów, przyglądająco nam się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Stał sobie, jak gdyby nigdy nic, chyba trochę zdezorientowany tym całym cyrkiem. Najwidoczniej wrócił ze sklepu, bo w drugiej ręce trzymał klucze i wyraźnie miał zamiar wejść na teren kompleksu. Nie wiem, jak długo tak stał i jak wiele widział, ale chyba wystarczająco, żeby dojść do wniosku, że jestem upośledzona.

- Uhm… Może wejdziecie do środka? – zasugerował niepewnie, spoglądając to na mnie, to na Zayna.

Nie odpowiedzieliśmy. Zayn zostawił w spokoju moje dłonie, a ja puściłam płot, spuszczając z zażenowaniem wzrok. Świetnie się zaczęło, nie ma co.

Mój chłopak mruknął coś niezrozumiałego i skinął w stronę domu, zmuszając mnie tym samym do spełnienia jego wcześniejszych próśb. Westchnęłam i ruszyłam przodem, ignorując pytające spojrzenia Nialla.

Reszta chłopców siedziała w salonie, grając w jakieś niezbyt inteligentne gry. Na ich widok miałam ochotę wybiec z tego domu i nigdy nie wracać. Po raz pierwszy w życiu miałam tego typu myśli, przebywając w ich kompleksie. Zazwyczaj to była dla mnie przyjemność – spędzać z nimi czas, brać udział w ich wygłupach, śmiać się na melodramatach i wiele, wiele innych. Byli moimi przyjaciółmi. Jednymi, jakich miałam.

- Chłopaki – Zayn podniósł nieco głos, próbując zwrócić na siebie ich uwagę.

„Cholera, zupełnie tak, jak to przewidziałam” panikowałam, rozglądając się gorączkowo dookoła.

Nie odpowiedzieli, ba! Nawet nie odwrócili wzroku od ekranu!

- O mój Boże, Zayn i [T.I.] są razem! – Niall wydarł się na całe gardło, sprawiając, że moje serce na kilka sekund stanęło.

Chłopcy zamarli, jakby nie wierzyli, że nasz przyjaciel naprawdę to powiedział, po czym odwrócili głowy, spoglądając na nas z niedowierzaniem.

- Serio? – Lou wydawał się nieprzekonany.

Zerknęłam na Zayna. Zatkało go.

Skąd Niall to wiedział?! Przecież… mogłam z bardzo wielu przyczyn nie chcieć wejść do ich kompleksu, a to, że Zayn gładził mnie po głowie, wcale nie musiało oznaczać… Skubany.

Skinęłam głową, cała się spinając.

Ostatnie, co zapamiętałam, to najgłośniejszy wrzask, jaki w życiu słyszałam i ogłuszajacy huk. Potem była już tylko ciemność…

- Może powinniśmy zadzwonić po lekarza – usłyszałam powątpiewający głos Nialla.

Jego stłumiony szept dochodził do mnie jakby zza ściany – niewyraźny i cichy. Czułam się, jakby ktoś zamknął mnie w szklanej kuli, izolując mnie tym samym od otaczającej rzeczywistości. Głucha cisza przerywana przez niezrozumiałe szmery działała na mnie odprężająco i jednocześnie usypiająco. Przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy czasem nie umarłam, ale mój umysł szybko odsunął od siebie tę myśl.

Moje myśli płynęły wolno, następując po sobie jedna po drugiej, a ciało było jakby od nich oderwane.

Nie zaprzątałam sobie głowy słowami Nialla. Mówił coś, ale nie miałam ani siły, ani ochoty, żeby pobudzić umysł do pracy i skupić się na jego szepcie. Jemu nigdy nie zamykały się usta, więc zapewne i tym razem nie miałam powodu do zmartwień. Po prostu sobie leżałam…

- Nie wydaje mi się, żeb… – zaczął Zayn, ale Liam wszedł mu w słowo.

Zayn… A więc był tam! Mój chłopak, który siłą zaciągnął mnie do kompleksu chłopców, by oznajmić im, że jesteśmy razem. No, może na początku poddałam się z własnej woli, ale potem… potem…

- Ona może mieć wstrząśnienie mózgu albo Bóg wie, co jeszcze!

Liam i jego rozsądne rozumowanie… Po jaką cholerę potrzebny był im specjalista?! Czy oni naprawdę nie widzieli, że mam się dobrze, tylko najzwyczajniej w świecie nie chce mi się podnosić powiek?!

…potem przyłapał nas Niall. Weszliśmy do domu, bo głupio było tak stać przy bramie, ignorując nalegania blondyna. Chłopcy siedzieli w salonie. Grali. Zayn próbował zwrócić ich uwagę, ale oni byli zbyt zajęci. Wtedy odezwał się Nialler…

Powoli dotarło do mnie znaczenie ich słów.

…i straciłam przytomność. A teraz chcą zadzwonić po lekarza.

Czy oni kompletnie oszaleli?!

Ostatkami sił otworzyłam oczy.

Chłopcy pochylali się nade mną, szepcąc między sobą jakieś niezrozumiałe, nieskładne zdania. Podejrzewałam, że dalej dyskutowali o tym, czy powinni zadzwonić po kogoś, kto się na tym zna, czy zostawić mnie w spokoju. Liam tłumaczył coś z zawziętością reszcie, a Zayn widocznie próbował ich jakoś powstrzymać. Widać on jedyny zdawał sobie sprawę z tego, jakie będą mieć kłopoty, gdy zrobią to, co planują zrobić.

Chrząknęłam cichutko, bo nie miałam wystarczająco siły, bo zrobić cokolwiek innego.

Chłopcy jak na komendę skierowali na mnie swój zaskoczony wzrok, zapewne nie biorąc pod uwagę faktu, że mogę po prostu się obudzić. Przeszywali mnie uważnymi spojrzeniami, oceniając mój stan fizyczny i psychiczny.

- [T.I.]?! – cała piątka wstrzymała oddech, jakby bali się, że znowu stracę przytomność.

„Jacy oni delikatni” przez moją głowę przemknęła przesiąknięta ironią myśl.

- Nie dzwońcie po lekarza, kretyni!


Zastygli w bezruchu, przypatrując mi się z uwagą. Pewnie nie takiej reakcji się spodziewali.

Po krótkiej chwili ciszy, jaka zapadła, pierwszy odezwał się Lou, przywołując na twarz swój łobuzerski uśmiech.

- Zaczyna dochodzić do siebie – oznajmił Louis z miną fachowca.

Nialler parsknął śmiechem, ale obdarzony karcącym spojrzeniem Zayna, natychmiast się zamknął.

- Bardzo dowcipne, Tomlinson, zważywszy na fakt, że prawie mnie zabiliście – mruknęłam zrzędliwie.

- Martwiliśmy się o ciebie – westchnął z ulgą Harry, ignorując moją wcześniejszą wypowiedź.

- Co ty nie powiesz…

- Jak się czujesz? – usłyszałam pytanie z kilku ust jednocześnie.

- Bywało gorzej. Co wyście mi zrobili?!

- Nic – odparł zdawkowo Lou, uśmiechając się z rozbawieniem.

- Co znaczy „nic”? – drążyłam, unosząc się na łokciu.

Zakręciło mi się w głowie, a w skroni poczułam pulsujący ból. Zignorowałam uciążliwy ruch obrotowy pokoju i skupiłam się na czymś, co zaburzało porządek pomieszczenia. Nie dało się tego przeoczyć…

- Dlaczego, u licha, ta kanapa jest przewrócona?! – mruknęłam z nieukrywanym przerażeniem.

Boże, co im znowu odbiło?

- To nic takiego – odparł Liam, również próbując zamaskować błądzący na jego ustach uśmiech.

- Zaczynam się was bać – stwierdziłam, siadając i próbując ustalić, czy pod moją „nieobecność” zdemolowali coś jeszcze.

- I słusznie – Lou zaśmiał się dźwięcznie, usadawiając się tuż przy mnie. – Jeśli jesteś ciekawa, to przewrócona kanapa jest efektem naszej wspólnej, niepojętej radości.

Przyjrzałam się całej ich piątce i parsknęłam śmiechem.



***

- A więc, drogi Zaynie, zdradzisz nam swoją tajemnicę? – kobieta uśmiechnęła się do niego, pochylając się nad szklanym stolikiem, na którym ustawione były dwie filiżanki herbaty.

- Tajemnicę? – chłopak zdziwił się, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

- Podobno nie jesteś już singlem, czy to prawda? – podekscytowanie było doskonale widoczne na jej młodej twarzy.

Była dość ładna. Szczupła blondynka, około trzydziestki z dosyć rzucającym się w oczy make-upem. Ubrana elegancko, ale niezbyt przesadnie, z ładną, dopracowaną fryzurą. „Spodobałaby się Harry’emu” stwierdziłam w duchu, ale ta myśl szybko ulotniła się z mojej głowy.

- Och, to masz na myśli – zaśmiał się dźwięcznie. – To nie jest tajemnica. Owszem, od jakiegoś czasu jestem w związku.

- Cóż, kochani – zwróciła się w stronę kamery ze sztucznym uśmiechem – kolejny członek One Direction stracił status singla! Mam nadzieję, że oboje jesteście szczęśliwi, życzę wam wszystkiego, co najlepsze. Wszyscy wam tego życzymy!

Nacisnęłam czerwony guzik. Ekran zgasł i pokojem zawładnęła ciemność. Uśmiechnęłam się do siebie szeroko, z radością przywołując słowa mojego chłopaka.

Od jakiegoś czasu jestem w związku.

A  więc teraz wszystko miało się zacząć. Oficjalnie.



***

Wpadłam do domu chłopaków, niemal dysząc i naparłam plecami na drzwi. Cholera, jak oni to znosili? Podziwiałam Eleanor i Danielle za ich cierpliwość i to, że jakoś radziły sobie z takimi sytuacjami, z jakimi mi przyszło zmierzyć się dzisiaj.

- Co jest? – Zayn wyszedł z pokoju i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

- Pełno paparazzi pod bramą, co wyście im zrobili? – mruknęłam, na wszelki wypadek przekręcając klucz w zamku.

Dzisiaj miałam naprawdę ciężki dzień. Reporterzy, ludzie biegający za mną z kamerami i aparatami naprawdę nie byli mi potrzebni do szczęścia. Odkąd zaczęłam spotykać się z Zaynem, mój świat obrócił się do góry nogami. Nigdy nie lubiłam zbytnio robić wokół siebie szumu, a teraz było go aż za dużo. Po całym Internecie krążyły nasze wspólne zdjęcia, plotki, przypuszczenia, w gazetach i na stronach plotkarskich ukazywały się artykuły informujące cały świat, że Zayn znalazł nową dziewczynę. To było zwyczajnie męczące.

Zayn nie zwracał na to takiej uwagi, jak ja. Nie dziwiłam mu się, o nim już od dawna było głośno. Ale on był gwiazdą, a gwiazdy zawsze wzbudzają sensację. Nawet ich zdjęcia zrobione podczas spaceru ze sklepu do domu z kartonem mleka w ręce obiegały cały świat. Ale ja? Ja byłam normalna.

- Powinnaś się przyzwyczaić – uśmiechnął się znacząco i objął mnie w pasie.

- Nigdy się nie przyzwyczaję – odparłam marudnie, opierając się czołem o jego ramię.

- Ostatnio wszystko się ucisza.

Próbował mnie uspokoić, ale wiedziałam, że kłamie. Nic się nie uciszało i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że tak już zostanie. Dzisiaj, na przykład, spory tłum pędził za mną po całym mieście, uniemożliwiając mi większe zakupy. Odmówiłam wzięcia udziału w dwóch wywiadach i przez kilkadziesiąt minut musiałam tłumaczyć rozwrzeszczanym fankom chłopców, że nie przekazuję im żadnych wiadomości i że, przykro mi, nie zrobię sobie z nimi zdjęć, bo nie jestem celebrytką.  

- Dzisiaj miałam wyjątkowo męczący dzień – oznajmiłam, wyswobodziwszy się z jego objęć. – Pójdę się położyć.

Nie spodobał mu się mój plan na ten wieczór. Zmarszczył czoło i poszedł za mną do salonu.

- Może wyjdziemy gdzieś, gdy już odpoczniesz? – spytał, siadając koło mnie. –Albo zajmiemy się czymś innym?

- Zayn – zaczęłam zmęczonym głosem, ale nie pozwolił mi dokończyć.

Wpił się w moje usta z gwałtownością i natarczywością, która rzadko się u niego pojawiała. Nie pozostałam mu dłużna, nagle zapominając o swoim wyczerpaniu i trudnym dniu. Pewnym siebie ruchem ściągnęłam z niego koszulkę i rzuciłam ją gdzieś za siebie, nie martwiąc się zbytnio o to, gdzie wyląduje. Zadrżałam, ogarniając wzrokiem idealnie umięśnione ciało Zayna.

Do naszych uszu doszło ciche kaszlnięcie. Oderwaliśmy się od siebie speszeni, wpatrując się w przybysza. Nialler przeszedł spokojnie przez pokój i usadowił się na drugim końcu kanapy.

- Nie to, że mi w czymś przeszkadzacie czy coś, ale… Nic nie sugerując, pod domem stoją paparazzi, więc moglibyście albo się powstrzymać albo chociaż zasłonić okno… - stwierdził, włączając telewizor.

Zayn odsunął się ode mnie i westchnął, a ja położyłam się na poduszkach i przeciągnęłam się leniwie, szturchając przy okazji zaczepnie Nialla.

- Byłaś dzisiaj w centrum handlowym – zauważył, szukając czegoś ciekawego do obejrzenia.

- Skąd wiesz? – zdziwiłam się, patrząc podejrzliwie na jego złośliwy uśmiech.

- Widziałem zdjęcia – odparł, widocznie chcąc doprowadzić mnie do białej gorączki.

Zasłoniłam twarz poduszką i westchnęłam tak ciężko, jak tylko potrafiłam. Świetnie. Więc nawet nie musiałam nikomu mówić, że byłam dziś na zakupach, bo wszyscy ludzie posiadający Internet już o tym wiedzieli. To z pewnością wiele ułatwiało.

- Podobno kupiłaś sobie koszulkę i dwa staniki. Nosisz miseczkę B? – spytał, szczerząc się.

Szybkim ruchem usiadłam na kanapie i z całej siły rzuciłam w blondyna poduszką. Chłopak roześmiał się i odrzucił pocisk w moim kierunku, ale chyba nie z zamiarem trafienia mnie.

- Nie bolało – wyszczerzył się.

- Liczy się gest – odparłam, opierając się o ramię Zayna.

Chłopak spojrzał znacząco na przyjaciela i schował twarz w moich włosach. Naprawdę, ciężko było mi rozszyfrować ich gesty i miny, których znaczenie znali tylko oni. „To chyba nie na moją głowę” pomyślałam w duchu.

- Zostawię was samych – oznajmił ni stąd i zowąd, wstając i oddając nam pilota.

Uśmiechnęliśmy się do siebie, gdy chłopak zniknął za drzwiami.

- Na czym skończyliśmy? – spytał cicho Zayn, wodząc kciukiem po mojej szyi.
- Na tym, że powinniście zasłonić okno – usłyszeliśmy stłumiony głos Nialla i oboje parsknęliśmy śmiechem.
 __________________________________________
 


A oto obrazek z którego się śmieje od jakiegoś czasu :D Jest to dowód na to że Directioners też potrafią śmiać się ze swoich idoli.