- Możesz przyjść do mnie ? - spytałam chwiejnym głosem Louisa.
- Dobrze, ale co się stało ?
- Nic takiego, po prostu chcę abyś przyszedł do mnie - łza zaczęła spływać po moim policzku.
- Jestem pod drzwiami.
Cała roztrzęsiona podeszłam do drzwi, złapałam za klamkę i otworzyłam je.
- Szybko przyszedłeś - powiedziałam za sztucznym uśmiechem.
- Przecież mieszkam na przeciwko i zawsze przyjdę do Ciebie kiedy będziesz mnie potrzebowała - powiedział przytulając mnie mocno do siebie. - Ale teraz powiedz mi co się stało ?
- Nic takiego - łzy zaczęły napływać mi do oczu.
- Przecież wiesz, że możesz mi wszytko powiedzieć, jestem twoim chłopakiem.
Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy. Louis przekonywał mnie, abym mu powiedziała. Kiwałam przecząco głową, ale w końcu odważyłam się mu to powiedzieć.
- Jestem w ciąży - powiedziałam ściszonym głosem.
- Że co ?
- jestem w ciąży - coraz głośniejsze słowa wydobywały się z moich ust.
- Będę ojcem !! - na twarzy Louisa pojawił się wielki uśmiech.
Louis wziął mnie na ręce i zaczął kręcić. Pocałował mnie w brzuch.
- Wszystko będzie dobrze, wychowamy swoje cudowne dziecko.
- A co z rodzicami ?
- Musimy im powiedzieć, jak najszybciej.
Nagle doszły mnie odgłosy z salonu.
- To co, kawa rozpuszczalna ? - powiedziała moja mama.
- Tak, bardzo proszę - odpowiedziała mama... Louisa ?
- Najlepiej teraz - Louis złapał moją rękę i pociągnął mnie do rodziców.
- O cześć Louis ! - powiedział mój tata, ściskając jego rękę.
- Musimy wam coś powiedzieć - czułam że łzy napływają mi do oczu.
- [t...i..] jest w ciąży - powiedział Louis prosto z mostu.
Nasi rodzice patrzeli na nas z pogardą.
- Jak mogłeś zrobić to naszej córce ! - mój ojciec rzucił się prawie na Louisa.
- A skąd wiesz czy to twoje dziecko, mogła się przecież puszczać - pierwszy raz tego wieczoru odezwał się ojciec Louisa.
- Jak możesz tak na nią mówić ? - Louis podszedł do swojego ojca i już chciał go uderzyć, ale on go uprzedził. Złapał go za rękę i zaciągnął do drzwi.
Ostatni raz widziałam wtedy Louisa, który nie wiedział co się dzieję.
- Kocham Cię [ t...i...]. Nigdy nie pozwolę aby nas rozdzielili ! - zdążył dodać zanim zniknął za drzwiami.
Pobiegłam szybko do swojego pokoju. Zamknęłam się na kluch i pozwoliłam ujść emocją. Od płaczu zrobiłam się śpiąca i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rankiem obudziło mnie pukanie do okna. Podeszłam do niego i zobaczyłam Louisa, który ... płaczę.
- [t..i...] oni chcą mnie wysłać do szkoły wojskowej ! - ledwo mówił przez łzy.
- Ale jak to ? - ja tez zaczynałam płakać.
- Wysyłają mnie do szkoły wojskowej i wyjeżdżam już jutro !
Przyciągnęłam go do siebie, wiedząc że to nasze ostatnie spotkanie wpiłam się w jego usta. To był nasz ostatni pocałunek, pełny pożądania i namiętności.
- Nie pozwolę, aby nas rozdzielili. Będę pisał, dzwonił, przyjeżdżał na weekend. KOCHAM CIĘ [t...i..].
To były jego ostatnie słowa przed odejściem. Kiedy uświadomiłam sobie to wszystko, pogrążyłam się w płaczu.
* 8 miesięcy później *
Louis nie pisał i nie dzwonił do mnie. Zaczęłam uświadamiać sobie, że może wyjechał tylko po to aby odciąć się od odpowiedzialności, które potrzebuje dziecko. Znowu zaczęłam płakać. Zeszłam na dół, aby się czegoś napić. W kuchni spotkałam mamę, która przeglądała pocztę.
- Znowu płakałaś ?
- Może - odpowiedziałam bez emocji.
- Znowu przez niego. On nie jest tego wart. Jest list do Ciebie.
Chwilę wahała się czy mi go dać.
- A nie, to tylko reklama. Wyrzucę go.
Podeszłam do niej i wyrwałam jej list.
- Chciałaś wyrzucić list od Louisa do mnie ? Przecież wiesz że mi na nim zależy !
- My chcemy dla wad tego co najlepsze.
- My sami lepiej wiemy co jest dla nas najlepsze !
Ponownie wróciłam do swojego pokoju. Nie mogłam dłużej czekać. Rozerwałam kopertę i wyjęłam z niej świstek papieru. Świadomość, że jeszcze niedawno Louis miał go w swych dłoniach za którym dotykiem tak bardzo tęskniłam, wypełniła moje oczy łzami. Ostatnimi czasy bardzo dużo płakałam. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam czytać.
Droga [ t...i...] !
Jest tak wiele rzeczy, które chciałbym Ci powiedzieć. Nie mam jednak wystarczająco czasu i miejsca na papierze.
Zacznę od przeprosin. Przepraszam, że przez tak długi czas nie otrzymałaś ode mnie żadnej wiadomości . Niestety okazało się że, moja szkoła wojskowa jest o zaostrzonym rygorze i nie wolno nam posiadać telefonów komórkowych ani opuszczać terenu szkoły. Ponieważ dyrektor szkoły darzy mnie dużym zaufaniem, pozwolił mi iść na miasto, aby odebrać szkolną korespondencję. Uznałem, że wizyta no poczcie jest idealnym miejscem do skontaktowania się z Tobą. Jednak ten list również piszę wbrew regułom, więc w żadnym wypadku nie będziesz mogła mi odpisać. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak łamie mi się serce. Tak bardzo chciałbym wiedzieć co u Ciebie słychać. Jednak nie piszę tego listu, aby się usprawiedliwić. Chciałem jednak abyś wiedziała, że rozłąka nie zmieniła moich uczuć do Ciebie. Nie osłabły one, a wręcz stały się silniejsze. W szkole wojskowej nie jest łatwo. Jest cholernie ciężko, jednak nie może to się równać z myślą, że nie widziałem Cię ponad pół roku i nie wiem kiedy nadejdzie tak wyczekiwany przeze mnie moment, kiedy znów będę mógł ujrzeć twoją piękną twarz, usłyszeć słodki głos i poczuć dotyk twoich delikatnych dłoni na mojej skórze. Niczego nie pragnę bardziej.
Każdy kawałek mojego serca tęskni za Tobą niewyobrażalnie. Kochałem Cię, kocham nadal i kocham z dnia na dzień coraz bardziej i nigdy nie przestanę. Obiecuję. No popatrz. Znów składam Ci obietnicę. Ale obiecuję, spełne wszystkie co do jednej.
Zrobię wszystko, by znów z Tobą być. Jeśli trzeba będzie to ucieknę. Uciekniemy razem. Tylko we dwoje. Nie, co ja mówię. We troje. Stworzymy wspaniałą, kochającą rodzinę. Nikt, nigdy więcej nas nie rozdzieli.
Nasz maluszek będzie najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. Wiesz dlaczego ? Bo będzie miał taką wspaniałą mamę jak Ty. Nigdy mnie nie zawiodłaś, zawsze byłaś przy mnie, kiedy Cię potrzebowałem. I chociaż nigdy nie pokochasz mnie w połowie tak bardzo jak ja kocham Ciebie, to uczucie, którym mnie darzysz sprawiło, że jestem lepszym człowiekiem. Świadomość, że tako osoba jest matką mojego dziecka, jest dla mnie zaszczytem. Spełnieniem marzeń.
Już nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie na świat. zapewne będzie to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Mam tylko nadzieję, że będę mógł być przy tym obecny.
Nie wiem kiedy znów mi się uda z Tobą skontaktowć ani kiedy w koncu się zobaczymy, ale to na pewno nastąpi. Może nie jutro, może nie w tym miesiącu, ale jednak. Czy to też mogę Ci obiecać ?
Każdy kawałek mojego serca tęskni za Tobą niewyobrażalnie. Kochałem Cię, kocham nadal i kocham z dnia na dzień coraz bardziej i nigdy nie przestanę. Obiecuję. No popatrz. Znów składam Ci obietnicę. Ale obiecuję, spełne wszystkie co do jednej.
Zrobię wszystko, by znów z Tobą być. Jeśli trzeba będzie to ucieknę. Uciekniemy razem. Tylko we dwoje. Nie, co ja mówię. We troje. Stworzymy wspaniałą, kochającą rodzinę. Nikt, nigdy więcej nas nie rozdzieli.
Nasz maluszek będzie najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. Wiesz dlaczego ? Bo będzie miał taką wspaniałą mamę jak Ty. Nigdy mnie nie zawiodłaś, zawsze byłaś przy mnie, kiedy Cię potrzebowałem. I chociaż nigdy nie pokochasz mnie w połowie tak bardzo jak ja kocham Ciebie, to uczucie, którym mnie darzysz sprawiło, że jestem lepszym człowiekiem. Świadomość, że tako osoba jest matką mojego dziecka, jest dla mnie zaszczytem. Spełnieniem marzeń.
Już nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie na świat. zapewne będzie to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Mam tylko nadzieję, że będę mógł być przy tym obecny.
Nie wiem kiedy znów mi się uda z Tobą skontaktowć ani kiedy w koncu się zobaczymy, ale to na pewno nastąpi. Może nie jutro, może nie w tym miesiącu, ale jednak. Czy to też mogę Ci obiecać ?
Twój, na zawsze oddany
Louis
PS. Kocham Cię bardziej niż jesteś to sobie w stanie wyobrazić.
Przeczytałam list jeszcze kilka razy, aby upewnić się, że to nie jest tylko piękny sen. Louis o mnie pamiętał. Nadal mnie kochał. Nie mógł doczekać się, kiedy dziecko się urodzi. stwierdzenie, że w tej chwili jestem cholernie szczęśliwa byłoby niedopowiedzeniem. Wtedy poczułam wyrzuty sumienia, że w ogóle mogłam zwątpić w Louisa. Przecież mu ufałam, nadal mu ufam.
~ *~
- Boże i za to płacą moi rodzice ? Przecież w tej telewizji nic nie ma - mówiłam sama do siebie skacząc po kanałach.
Był piątek wieczór. Pewnie wszyscy moi znajomi byli teraz na jakiejś imprezie, a ja siedziałam sama w domu i oglądałam powtórki dennych seriali.
W pewnym momencie zaczęłam sie źle czuć. Miałam nadzieją, że zaraz mi przejdzie, jednak było coraz gorzej. Ból brzucha stawał się niemożliwy do wytrzymania. Zaczęłam się martwić. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do mamy. Minęło kilka sygnałów ale nie odbierała. Zadzwoniłam do taty łudząc się, że może tym razem zabrał telefon do pracy. Niestety usłyszałam dzwonek jego telefonu dochodzący z kuchni. Jeszcze kilka razy starałam się dodzwonić do mamy, ale nie odbierała.
Brzuch bolał mnie coraz bardziej, a ja nie maiłam pojęcia co robić. Nie było nikogo, kto mógłby zawieść mnie do szpitala. Może poza..., nie [t...i..], to głupie. Myśl trzeźwo. Jednak kolejny skurcz szybko zmienił moje zdanie. Nie miałam innego wyjścia.
W pośpiechu założyłam buty i wybiegłam na osiedle, kierując się w stronę domu moich sąsiadów. Kiedy stanęłam już przed drzwiami zaczęłam nachalnie pukać.
- W czym mogę po... ? [t...i...], co ty tu robisz ? - mama Louisa patrzyła na mnie z pod ściągniętych brwi.
- Ja... - chciałam wyjaśnić sytuację, ale weszła mi w słowo.
- Mówiłam Ci, że nie jesteś u nas mile widziana - ciągnęła ostro kobieta.
- Źle się czuje - udało mi sie wymamrotać zanim zgięłam się w pół z bólu.
- Boże, dziecko ty rodzisz - Pani Tomlinson patrzyła na mnie przerażona.
- Rodziców nie ma w domu - spojrzałam na nią błagalnie.
- Mark ! [t...i...] rodzi ! Rusz to dupsko z pod telewizora i zawieź ją do szpitala ! - krzyknęła kobieta w głąb domu.
- Jak to [t..i...] rodzi ? - mężczyzna pojawił się w przedpokoju.
Państwo Tomlinson wyglądali na bardziej przerażonych ode mnie.
- No normalnie ! Na co ty czekasz ? Migiem do samochodu ! - Rozkazała Jay swojemu męzowi.
Mężczyzna podszedł do swojej żony mówiąc jej coś na ucho na co ona pokiwała twierdząco głową.
- Chodź [t...i...], musimy się śpieszyć - pan Tomlinson spojrzał na mnie troskliwie po czym złapał mnie za rękę, zaprowadził do samochodu i pomógł wsiąść.
Po niespełn godzinie leżałam już na sali, a położne przygotowywały mnie do porodu. Z każdą minutą płakałam coraz bardziej. Byłam tu zupełnie sama. Panu Tomlinson'owi nie pozwolili wejść na salę. Moi rodzice byli w pracy. A Louis był kilkadziesiąt kilometrów stąd. Tak bardzo chciałam, żeby był teraz ze mną. Żeby znów mi powiedział, że wszystko będzie dobrze.żeby trzymał mnie za rękę.
Tak bardzo się bałam.
- Gotowa ? - spytała mnie jedna z położnych.
Czułam jak świeże łzy napływają mi do oczu. - Nie - wyszeptałam.
- Spóźniłem się ? -do sali wpadł zdyszany Louis. Odgarnął włosy z twarzy i widząc mnie jego usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu. - [t....i...] ! - ucieszył się.
- Louis co ty tu robisz ? - zdziwiłam się.
- Mama przywiozła mnie ze szkoły, żebym mógł być teraz z tobą. - odparł miękko patrząc mi w oczy.
- Przepraszam kim pan jest ? Co tu się dzieje ? - spytała ostro położna.
- Ojcem dziecka - powiedział dumnie Louis.
- Może zostać na sali ? - Spojrzałam na kobietę z błagalnym wzrokiem.
- Oczywiście jak najbardziej - uśmiechnęła sie do mnie uprzejmie.
Louis usiadł na krześle obok mojego łóżku i splótł nasze dłonie.
- Kocham Cię. Jestem z Ciebie taki dumny. - wyszeptał po czym złożył usta na moim czole.
- Ale wy uroczo razem wyglądacie - zachwycała się mama Loisa, wyciągając aparat aby zrobić nam zdjęcie.
Natomiast ja leżałam na łóżku przytulając mojego nowonarodzonego synka, w czasie, gdy Louis siedząc obok, obejmował mnie ramieniem. Nie mogliśmy oderwać wzroku od naszego maluszka.
- Jak dacie mu na imię ? - spytał tata.
- Ian - powiedział dumnie Louis.
- Piękne imię - powiedział z uznaniem ojciec Lou.
- Mamy dla was dobre wieści - oznajmiła moja mama tajemniczo.
- Jakie ? - spytaliśmy jednocześnie z chłopakiem, zdziwieni.
- Czekając pod salą mieliśmy dużo czasu, aby sobie wszystko wyjaśnić i dojść do porozumienia. - ciągnął mój tata.
- Louis nie wraca do szkoły wojskowej. Zostaje w domu, aby pomóc [t...i...] opiekować się dzieckiem. To znaczy Ian'em - dokończył pan Tomlinson obdarzając nas promiennym uśmiechem.
- Naprawdę ? - ucieszył się Louis.
- Tak - odparł mężczyzna.
- Widzisz [t...i...] ? Mówiłem, że wszystko będzie dobrze - Louis czule gładził mój policzek, patrząc mi w oczy.
- Przecież obiecałeś - uśmiechnęłam się delikatnie.
- I dotrzymałem słowa - wyszeptał, po czym złożył słodki pocałunek na moich ustach.
Był piątek wieczór. Pewnie wszyscy moi znajomi byli teraz na jakiejś imprezie, a ja siedziałam sama w domu i oglądałam powtórki dennych seriali.
W pewnym momencie zaczęłam sie źle czuć. Miałam nadzieją, że zaraz mi przejdzie, jednak było coraz gorzej. Ból brzucha stawał się niemożliwy do wytrzymania. Zaczęłam się martwić. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do mamy. Minęło kilka sygnałów ale nie odbierała. Zadzwoniłam do taty łudząc się, że może tym razem zabrał telefon do pracy. Niestety usłyszałam dzwonek jego telefonu dochodzący z kuchni. Jeszcze kilka razy starałam się dodzwonić do mamy, ale nie odbierała.
Brzuch bolał mnie coraz bardziej, a ja nie maiłam pojęcia co robić. Nie było nikogo, kto mógłby zawieść mnie do szpitala. Może poza..., nie [t...i..], to głupie. Myśl trzeźwo. Jednak kolejny skurcz szybko zmienił moje zdanie. Nie miałam innego wyjścia.
W pośpiechu założyłam buty i wybiegłam na osiedle, kierując się w stronę domu moich sąsiadów. Kiedy stanęłam już przed drzwiami zaczęłam nachalnie pukać.
- W czym mogę po... ? [t...i...], co ty tu robisz ? - mama Louisa patrzyła na mnie z pod ściągniętych brwi.
- Ja... - chciałam wyjaśnić sytuację, ale weszła mi w słowo.
- Mówiłam Ci, że nie jesteś u nas mile widziana - ciągnęła ostro kobieta.
- Źle się czuje - udało mi sie wymamrotać zanim zgięłam się w pół z bólu.
- Boże, dziecko ty rodzisz - Pani Tomlinson patrzyła na mnie przerażona.
- Rodziców nie ma w domu - spojrzałam na nią błagalnie.
- Mark ! [t...i...] rodzi ! Rusz to dupsko z pod telewizora i zawieź ją do szpitala ! - krzyknęła kobieta w głąb domu.
- Jak to [t..i...] rodzi ? - mężczyzna pojawił się w przedpokoju.
Państwo Tomlinson wyglądali na bardziej przerażonych ode mnie.
- No normalnie ! Na co ty czekasz ? Migiem do samochodu ! - Rozkazała Jay swojemu męzowi.
Mężczyzna podszedł do swojej żony mówiąc jej coś na ucho na co ona pokiwała twierdząco głową.
- Chodź [t...i...], musimy się śpieszyć - pan Tomlinson spojrzał na mnie troskliwie po czym złapał mnie za rękę, zaprowadził do samochodu i pomógł wsiąść.
Po niespełn godzinie leżałam już na sali, a położne przygotowywały mnie do porodu. Z każdą minutą płakałam coraz bardziej. Byłam tu zupełnie sama. Panu Tomlinson'owi nie pozwolili wejść na salę. Moi rodzice byli w pracy. A Louis był kilkadziesiąt kilometrów stąd. Tak bardzo chciałam, żeby był teraz ze mną. Żeby znów mi powiedział, że wszystko będzie dobrze.żeby trzymał mnie za rękę.
Tak bardzo się bałam.
- Gotowa ? - spytała mnie jedna z położnych.
Czułam jak świeże łzy napływają mi do oczu. - Nie - wyszeptałam.
- Spóźniłem się ? -do sali wpadł zdyszany Louis. Odgarnął włosy z twarzy i widząc mnie jego usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu. - [t....i...] ! - ucieszył się.
- Louis co ty tu robisz ? - zdziwiłam się.
- Mama przywiozła mnie ze szkoły, żebym mógł być teraz z tobą. - odparł miękko patrząc mi w oczy.
- Przepraszam kim pan jest ? Co tu się dzieje ? - spytała ostro położna.
- Ojcem dziecka - powiedział dumnie Louis.
- Może zostać na sali ? - Spojrzałam na kobietę z błagalnym wzrokiem.
- Oczywiście jak najbardziej - uśmiechnęła sie do mnie uprzejmie.
Louis usiadł na krześle obok mojego łóżku i splótł nasze dłonie.
- Kocham Cię. Jestem z Ciebie taki dumny. - wyszeptał po czym złożył usta na moim czole.
~*~
- Pokarzcie mi mojego wnuka ! - moja mama wpadła do sali pierwsza, za nią tata i państwo Tomlinson.- Ale wy uroczo razem wyglądacie - zachwycała się mama Loisa, wyciągając aparat aby zrobić nam zdjęcie.
Natomiast ja leżałam na łóżku przytulając mojego nowonarodzonego synka, w czasie, gdy Louis siedząc obok, obejmował mnie ramieniem. Nie mogliśmy oderwać wzroku od naszego maluszka.
- Jak dacie mu na imię ? - spytał tata.
- Ian - powiedział dumnie Louis.
- Piękne imię - powiedział z uznaniem ojciec Lou.
- Mamy dla was dobre wieści - oznajmiła moja mama tajemniczo.
- Jakie ? - spytaliśmy jednocześnie z chłopakiem, zdziwieni.
- Czekając pod salą mieliśmy dużo czasu, aby sobie wszystko wyjaśnić i dojść do porozumienia. - ciągnął mój tata.
- Louis nie wraca do szkoły wojskowej. Zostaje w domu, aby pomóc [t...i...] opiekować się dzieckiem. To znaczy Ian'em - dokończył pan Tomlinson obdarzając nas promiennym uśmiechem.
- Naprawdę ? - ucieszył się Louis.
- Tak - odparł mężczyzna.
- Widzisz [t...i...] ? Mówiłem, że wszystko będzie dobrze - Louis czule gładził mój policzek, patrząc mi w oczy.
- Przecież obiecałeś - uśmiechnęłam się delikatnie.
- I dotrzymałem słowa - wyszeptał, po czym złożył słodki pocałunek na moich ustach.


